wtorek, 13 stycznia 2015

Liebster Award ^_^

Liebster Award

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana przez innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". 
Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. 
Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. 
Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. 
  Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.
   Nominację dostałam od Lili :-D Dziękuje ! Oto pytania które mi zadano :

#1. Jak długo blogujesz?
Bloguję od 22.12.2014 :)

 #2. Masz zwierzątko? Jak tak to jakie?
Mam mojego ukochanego psa , istnego wariata xD Aresa.



#3. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
Myślę że w większości tak. Piszę już od dawna , ale bloguję dopiero nie dawno. Staram się  być coraz lepsza  w pisaniu. Wiąże z tym swoją przyszłość , zależy mi na tym :)

 #4. Skąd taki pomysł na fabułę?
Pomysł na fabułę...hmmn. Ostatnio czytam książki kryminalne, ale natchnęła mnie gra komputerowa xD hahaha

#5. Oglądasz anime?
Tak oglądam, ale ostatnio nie miałam zbytnio czasu ;(( Na szczęście nie długo już ferie więc nadrobię zaległości : )

 #6. Jeśli czytasz mangi to jaka jest twoja ulubiona? (może być więcej niż jedna)
Czytam mangi, ale moją ulubioną jest " 7 Miliardów Igieł" ! :P

 #7. Ulubiony cytat?
 To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia. 
~Jonathan Carroll 

#8. Twoje motto?
Moje motto " Jeżeli się czegoś uczysz stosuj zasadę 3Z ,  zakuć , zdać , zapomnieć"


#9. Jak się motywujesz do pisania?
Motywuje mnie ilość wyświetleń i komentarze ponieważ wtedy wiem, że ktoś chce mnie czytać i aż mam ochotę wtedy brać się do pisania :D Ale motywuje mnie też to że gdy ktoś z moich bliskich lub znajomych  to czyta...podoba mu się! Wow! To też jest coś! ^_^

#10. Jakie masz hobby?
Nie wiem czy jedzenie się do tego liczy xDD Oczywiście pisanie. Dużo też czytam żeby wzbogacić swoje słownictwo . Gram , i chyba to się zalicza do hobby xD

 #11. Ulubione jedzenie?
Uwielbiam jedzenie włoskie ^_^ a szczególnie  spaghetti bolognese!


To tyle jeśli chodzi o pytania :) Teraz nominuję kilka osób , oto i nominacje!
Nominuję:
1. http://amoresucer.blogspot.com/  Susette Darcy
2.  http://myhealingsoul.blogspot.com/  healingsoul
3. mylifebeatrice.blogspot.com
4. Susette Darcy drugi raz ^_^  http://the-lost-soul-zagubiona-dusza.blogspot.com/ 
 Pytania 

#1. Jak długo blogujesz?
#2. Masz zwierzątko? Jak tak to jakie?
#3. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
#4. Skąd taki pomysł na fabułę?
#5. Jakie masz hobby?
#6. Ulubione danie?
#7. Najlepsze książki które przeczytałaś w swoim życiu?
#8. Ulubiony kolor?
#9. Jaki rodzaj muzyki najbardziej preferujesz?
#10.Ulubiony przedmiot w szkole?
#11. Który film zrobił na Tobie duże wrażenie i nie zapomnisz go końca życia?



















poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 5.

Hej ludziska! Przepraszam za długą przerwę, ale nie wiecie jak to jest... brak WENY ;____;  Na szczęście już skończyłam piąty rozdział  ^_^ Oto i on !



Rozdział 5. Niewolnik samego siebie.
- Kochanie? Kochanie?
- Ehghghgh…
 Poczułem ból. Tak bardzo chciałem coś powiedzieć.
- Spokojnie, spokojnie Dan. Nie martw się.  Podkurują cię tutaj.
Jęknąłem w odpowiedzi bo tylko na tyle było mnie stać.   Przełknąłem ślinę . Wciągnąłem powoli ręce żeby móc ją mocno ścisnąć.  Gdy przylgnąłem do jej ciała , poczułem znany mi już zapach lawendy.  Pociągnąłem nosem, który widocznie miałem w jednym kawałku. Oczy też całe.   Gdybym stracił oczy…nawiedzały by  mnie codziennie.  Wykorzystały by to. Na pewno… Straciłbym wtedy wszystko.
- Dzień Dobry państwu. Widzę że komisarz „Hartford” jest już z nami.
     Powiedział to tak jakby miał zaraz zwymiotować. Kate odgarnęła  pomarańczowe włosy do tyłu.  Długa, zwichrzona grzywka opadała na jasne czoło. Jak ja to uwielbiam. Uśmiechnąłem się w myślach, podziwiając moją kobietę patrzącą niczym wściekły tygrys na swoją ofiarę mordu.  Lekarza w białym kitlu  stojącego metr od niej. Poczułem jak zaciska dłoń na mojej nodze. Po kilku sekundach opamiętała się puszczając  i głaszcząc delikatnie.
- Co to miało być?
Fuknęła na człowieka w średnim wieku wstając ze szpitalnego łóżka. Poprawiła szary płaszcz  poruszając się nerwowo. Lekarz milczał znacząco zaciskając szczęki tak mocno że mogłem usłyszeć zgrzytanie   jego zębów. Katy nie dawała  za wygraną. Podeszła krok bliżej do  równego  wzrostem mężczyzny.   Jego twarz mówiła za siebie.  Wie coś czego z pewnością  nie wie ONA.   Jej wzrok przeszywał go na wskroś . Miał  wypisane na twarzy    słowa „ Ratunku, ta kobieta mnie zabije.” Serce zabiło mi odrobinę mocniej. Moja żona uderzyła go w twarz, odwróciła się w moją stronę. Zmarszczyła brwi tak mocno że zaczęły się ze sobą stykać, wyglądała na złą. Na złą i zatroskaną.   Pokręciła głową przecząco.
- Drwisz ze mnie doktorku?!!   Przed tobą leży prawa ręka najlepszego detektywa w Chicago , policjant który poświęcił dużo dla mnie…dla nas.
Westchnęła ciężko.
- To jest Dan Hartford. Musiał go pan z kimś pomylić. Nielegalny imigrant?! Co pan sobie wyobraża panie…
Zatrzymała się na chwilę przygryzając wargi .
Ten stał oszołomiony , policzki miał zaróżowiałe. Patrzył na Kate, to na mnie. Rozmasował prawy policzek. Zwinął usta tak że nie byłem ich w stanie dostrzec.  Miałem wrażenie że przez chwilę na twarzy faceta zagościł znajomy szyderczy uśmiech. Zacisnąłem dłonie w pięści. Chciałem wstać.
- …Andresen czy jakoś tam…
- Anderson.
Poprawił ją.  
- Dam pani leki uspokajające.  Proszę usiąść. Rozumiem że jest pani teraz przewrażliwiona , targają panią silne emocje i…
Zatrząsłem  się  chwytając Kate za dłoń. Cholera jasna. Czy może być jeszcze gorzej?!!!
- Po prostu musimy go wyrzucić . Nielegalnie przebywa w tym stanie. Nie ma wręcz prawa  tutaj  nawet leżeć.
Myślałem że wyjdę z siebie. Zacząłem się miotać, próbowałem go przekonać żeby dał sobie spokój. To było dawno, 10 lat temu. Nie mogłem teraz wpaść! Nie mogłem teraz wpaść!!! Jęczałem głośno, wymachując pięściami. Kate patrzyła. Tylko patrzyła. Na mnie.
- Kateggghh…ghh!! GH!
- Proszę podać panu Santosowi leki.
Powiedział doktor lekceważąco spisując coś w swoim notesie. Zanim się obejrzałem młoda dziewczyna machnęła blond włosami przed moją twarzą . Była ubrana na biało, prawdopodobnie pielęgniarka. Poczułem lekkie ukłucie. Kobieta uniosła głowę. Nie widziałem nic oprócz jej twarzy mówiącej spokojnym głosem. Zakręciło mi się w głowie, obraz zaczął się zamazywać.  Nagle jej twarz zmieniła się ukazując znajome rysy. Złowrogi i przesiąknięty szyderstwem uśmiecheszek  obszedł wyraz  złotowłosej piękności ukazując długie, żółte zęby prawdziwego   upiora z najgorszych koszmarów. W jednej chwili pielęgniarka zmieniła się w demona , najgorszy był fakt że tylko ja go widziałem.  
-AUHGHG!
Krzyknąłem uderzając zło w twarz . Wstałem. Wyrywając przy okazji rurkę która bytowała pod moją skórą. Syknąłem z bólu. To była kroplówka która za moim pociągnięciem wylała się na podłogę. Miałem to gdzieś.  Kate próbowała mnie powstrzymać. Chciała się dowiedzieć. Dowiedzieć czemu ten habilitowany  ważniak nazwał mnie Santos a nie Hartford. Pragnęła słowa wyjaśnienia, ale na daremnie.  Odepchnąłem ją,  jęcząc maniakalnie  próbowałem uciec z Sali pooperacyjnej. Białe ubranie mignęło mi przed oczami , machałem dłońmi . Odpychałem się od podłogi gdyż nie dałem rady  ustać na nogach po silnych środkach znieczulających.  Słyszałem w tle wołającą Kate, stukot jej czarnych szpilek. Biegła w moją stronę.  Nie widziałem dokładnie twarzy małżonki , ale byłem pewien wyrazu zdruzgotania na niej. Czołgając się i zawodząc głośno próbowałem wydostać się stąd jak najdalej. Wszędzie widziałem tę twarz. Gdzie nie spojrzałem , wszędzie stała ona. Dziewczyna z mojej wizji. Niebieskie oczy, jasna cera i włosy.  Śmiała się pokazując na mnie palcem, chwytała się za brzuch i śmiała. Szydziła z mojego bólu.  Ryknąłem widząc ją wielce uradowaną moją męczarnią, w agonii ruszyłem w kierunku jednej z nich. Było ich pełno. Każda osoba , pacjent…nawet przestałem odróżniać. KAŻDY wyglądał jak ONA. I  każdy rozpościerał szerokie, obleśne usta głośno dysząc ze śmiechu .  Palce. Wszystkie skierowane na mnie. Chwyciłem się za głowę.  Darłem się machając rękoma aby odeszli, ale oni poczęli mnie otaczać . Z każdej strony . Chcąc przedrzeć się przez  ten ludzki „mur” uderzałem kogo popadnie. Jedna cholera i tak wszystko jest takie same więc co ta za różnica?!!!
-AAAHGHGAGAAAAHGAHAGAHAGHAGH!!!!!!!!
Dławiłem się powietrzem ledwo pełznąc. Upadłem twarzą o linoleum tracąc całkowicie panowanie nad tym co się teraz działo.

Otwieram swoje oczy, miałem wrażenie że były sklejone jakąś substancją. Przetarłem jedno oko , a potem drugie palcem wskazującym. W pomieszczeniu w którym się znajdowałem było gorąco.  Można powiedzieć że nawet piekielnie gorąco.  Podniosłem się. Oddychanie sprawiało mi trudność.  Bandaż uciskał jeszcze mocniej niż wcześniej. Ból od policzka po usta rozchodził się pulsując . Siedziałem na …łóżku szpitalnym. Pokój był biały . Obok mnie leżały bandaże, nożyczki i igła. Przynajmniej tak mi się zdawało. Była długa , wykrzywiona na kształt  paraboli .  Wzdrygnąłem się.  Nagle mój mózg ( nie wiem jakim cudem) zarejestrował cichy odgłos kroków. Spojrzałem do przodu jednym okiem , drugie rozpaczliwie mrugało pod  bandażem.
-  O, panie Sa…
- Hartford.
Wyprzedziłem kobietę w białym kitlu. O dziwo mogłem mówić.  Obok niej stała czerwono włosa kobieta. Kate. Nie uśmiechała się. Patrzyła tylko. Jakby obojętnie. Buty… ogólnie rzecz biorąc cały jej strój przykuł moją uwagę.  Był…inny niż zazwyczaj. Żadnych kolorów.  Tylko szarość i ciemna zieleń. Dżinsy pokryte plamami , dziurawe na kolanach i w okolicach ud.  Pod jej niebieskimi , zwykle mieniącymi się ,żywymi oczami  górował jasno fioletowy kolor. Te oczy straciły dawny blask.  
-  Dan...
Zaczęła dziewczyna podchodząc  bliżej.
-… wiesz że cię nie opuszczę. Wiesz…no wiesz przecież . Prawda?
Uniosłem górne wargi żeby odpowiedzieć. Chciałem wykorzystać to że mogę   choć burknąć jakieś słowa póki znieczulenie jeszcze mnie trzyma. Nie zdążyłem. Widocznie to było pytanie retoryczne. Pytanie na które się nie odpowiada.  Kiedy mówiła dalej  wbiłem wzrok w jej wprost  białe , zaschnięte usta. Nie pomalowane delikatnym błyszczykiem który używała odkąd pamiętam. Nawet na naszym pierwszym spotkaniu. Zawsze go miała ze sobą. Nawet u dentysty. To z jaką gracją malowała sobie nim usta… potem cmokała  w moją stronę z  figlarnym uśmiechem. Kusiła. Zawsze to uwielbiałem. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek.  W ciągu naszych niewinnych lat małżeństwa zmieniła kolor włosów 3 razy . Pierwszy rok blondynka, dwa lata brunetka , a następne dwa  pomarańcz. Naturalnie miała ciemny blond.   Jeżeli mam oceniać szczerze najlepiej było jej  w czarnych.  Pasują do niej. Niesamowicie kontrastowały się z oczami jak dwa diamenty.  Teraz nawet nie słuchałem co mówiła. Tylko patrzyłem. To na nią, to na szczupłą szatynkę kilka metrów dalej od nas.  Była  chudsza od Kate. Nie miała żadnych kształtów , można pokusić się o stwierdzenie „kompletna deska”. Zaśmiałem się w duchu.  „Kompletna deska”…a to ci dopiero. 
- Słuchasz mnie?
Powiedziała zrezygnowanym tonem , pokiwałem znacząco głową.  Chyba miała świadomość tego że nie słuchałem gdyż zrezygnowała z dalszego monologu. Opuściła ręce na dół , spojrzała w sufit zaciskając szczęki mocniej niż zwykle. Czułem że jest zła. Zła na mnie. Na to że nic o mnie nie wiedziała przez te 7 lat znajomości.   2 miesiące rozmów o wszystkim i o niczym,  potem rozkoszne chodzenie razem wszędzie , spędzanie ze sobą masy czasu aż wreszcie ślub. Najlepszy dzień w moim życiu. Przypominając sobie te piękne chwile znów odszedłem myślami na parę  sekund.  Tylko na parę sekund… a chciałbym żeby te wspomnienie trwało wiecznie.
- Słuchaj mnie do cholery.
Jej głos przybrał mocniejszego tonu.  Zacisnąłem dłonie w pięści.  Oddech przyspieszył.  - - Od kilka pieprzonych dni  umieram z przejęcia…
 Powiedziała szybko i cicho. Wzięła głęboki wdech i wydech rozglądając  się wokół siebie jakby chciała uciec od mojego wzroku. Przeniosła swój ciężar na prawą nogę. Oparła ręce o biodra, zwilżyła usta. Rzuciła morderczy wzrok w stronę brązowowłosej a ta odeszła dopowiadając jeszcze.
- Pani mąż zostanie jeszcze na obserwacji przez najbliższy tydzień. Zaraz przyjdzie siostra  Joyce i zajmie się zastrzykami przeciwbólowymi.
Rzuciła gorzki uśmiech i już miała dać przysłowiowego „dyla”….
-Możecie tu trochę ochłodziś.
Powiedziałem przejęzyczając się .  Pani doktor zamyśliła się przez chwilę.
- Myślę że mogę zadziałać w tej sprawie. Jest tu zdecydowanie za gorąco. Do zobaczenia.
Zniknęła. Od razu po tym Kate rzuciła się na mnie. Zadrżałem.  Gdybym mógł cofnąć czas…Nie uciekł bym. Nie uciekałbym ze strachu  przed NIMI. Pomógłbym…chciałem ale stchórzyłem. Nawet nie mam kontaktu z moją rodziną, nawet nie wiem czy żyją. Zdołałem to przed nią doskonale zataić mówiąc że zginęli w wypadku. Udając że to już przeszłość. Na mój ślub przyszli znajomi z pracy więc to nie tak że od mojej strony nie było kompletnie nikogo, ale i tak brakowało mi kogoś z mojej krwi. Zasępiłem się nieco na to wspomnienie. Smutne, ale takie jest życie.
- Do kurwy nędzy co ty sobie wyobrażałeś?!! Jak mogłeś…Jak mogłeś tak mnie oszukać!!! Zlekceważyłeś  mnie...ostatnio dziwnie się zachowywałeś… kiedy cię wołałam uciekałeś i zamykałeś się w łazience… wyglądałeś….byłeś czasami „nieobecny” …
Usiadła na brzegu łóżka. Zaskrzypiało. Posunąłem się aby miała więcej miejsca. Spojrzała na mnie spod jasnych rzęs.
- …a potem…a potem to. Potem TO się wydarzyło. Miałam ci tego nie mówić za szybko ale…
Zacięła się nie wiedząc czy warto dalej brnąć w tą głęboką i niebezpieczną przepaść. Szczęka bolała mnie coraz mocniej. Bałem się że nie będę w stanie dzisiaj jej tego wytłumaczyć. Leżałem niespokojnie się wiercąc co kilka minut. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej nie do opanowania…
-Czo dżest?
Wydusiłem . Chciałem brzmieć stanowczo, ale chyba nie wyszło gdyż miałem wrażenie że przez jej twarz przemknął mało zauważalny uśmiech.  Skrzywiłem się.
- Prawdopobnie…
Zawahała się . Atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę. Czułem jak pot po mnie spływa . Zacisnąłem szczęki, syknąłem . Ból pojawiał się kiedy to robiłem. Z podwojoną siłą. Przełknąłem ślinę . Obeszło się bez bólu. Westchnąłem.
- ..prawdopodobnie… sam rozciąłeś sobie twarz. Nie ma śladów włamania. Nic nie wskazuje na to że ktoś by ci to zrobił… Sąsiadka…gdyby nie ona…umarłbyś. Nie byłoby cię .
Oczy miała przeszklone . Wytarła je rękawem zielonej bluzy, pociągając nosem mówiła dalej, ale mnie w tej chwili ciekawiła jedna, dość istotna rzecz. Co ta stara pudernica robiła w MOIM domu?  
- Nie wiem jakim cudem sobie to zrobiłeś, w twojej krwi nie znale…
Załkała.
-…nie znaleziono żadnych narkotyków, nawet alkoholu. Byłeś trzeźwy.
Powiedziała resztkami tchu. Chwyciłem ją delikatnie za ramię. Sam nie widziałem co myśleć. Czułem że moje życie rozsypuje się. Zadygotała lekko biorąc szybki wdech. Pocałowałbym ją, ale nawet  gdybym był zdrowy nie odważyłbym się robić takiego kroku. Ten moment zdecydowanie nie należał do najciekawszych tym bardziej nie należałoby namiętnie się całować i obsypywać słodkimi słówkami. Na razie wystarczył tylko dotyk. Nic nie znaczący dotyk. Rudowłosa spuściła głowę. Łzy kapały jej z oczu. Nienawidzę tego…
- Przepraszam.
Do pomieszczenia dość pewnym krokiem weszła młoda dziewczyna. Czarne, bujne kręcone włosy opadały zgrabnie na klatkę piersiową. Zdawało mi się że jest zdenerwowana. W końcu jedną z nich potraktowałem siermiężnym kuksańcem w twarz Nie dziwię się, a szpitalnie wieści szybko się rozchodzą. Jak świeże bułeczki.  Podeszła bliżej małymi tiptopkami ze strzykawkę w prawej dłoni. Wysunąłem rękę , naprężając mięśnie. Drugą wciąż głaskałem Kate . Nie usłyszałem sprzeciwu.  Brunetka wbiła mi cienką igłę prosto w wenflon na zgięciu. Poczułem zimną ciecz pulsującą w moich żyłach.
- Proszę się bardziej rozluźnić.
Rzekła odgarniając  gęste loki z twarzy. I wtedy ją zobaczyłem……poznałem od pierwszego spojrzenia….to przecież niemożliwe….