poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 6. Esencja zła


noi i po długiej przerwie mamy rozdział ...ufff :D mam nadzieje że się spodoba ^_^

Rozdział 6.

  Moje powieki robiły się ciężkie, coraz cięższe. Nie spałam całą noc. Właśnie tak. Całą pieprzoną noc nie zmrużyłam oka przez ten koszmar. Był tak cholernie realistyczny… takie sny są najgorsze. Te realistyczne. Właśnie tak…najgorsze….
- Rupert, tablica!
Otrząsnęłam się słysząc swoje nazwisko. Niech to szlag by trafił tą wiedźmę. Wiecznie się na nas wyżywa. Krzyczy bez powodu choć sama utrzymuje że to tylko lekko podniesiony głos. Na mnie nie robiła już wrażenia. W końcu widzę ją dwa razy w tygodniu przez 3 lata swojego życia. Za to pierwszaki…ooo. To już inna sprawa. Oni przyczyniają się nawet do sikania w majtki. Wcale nie zmyślam. Ja tylko … tak uważam gdy ich widzę. Może mam złe wrażenie?
- Zmaż ten syf na tablicy bo jak widzę te bzdury to podchodzi mi do gardła. Wałkuję to z wami tydzień a wy nadal, podkreślam NADAL nie rozumiecie tak prostej i OCZYWISTEJ rzeczy? Wiadomym jest iż reakcja ….
 I od tego momentu mój mózg całkowicie stracił zainteresowanie tą kobietą.
- Spójrz na treść ćwiczenia i wypisz dane.
Wciąż mówiła głosem tak twardym że dosłownie mogła nim uderzyć w twarz.  Spojrzałam na nią, kiwnęłam głową i zaczęłam wypisywać.  Szło mi dość dobrze, do czasu kiedy doszłam do rozwiązywania. Kto to wymyśla?! Prychnęłam w myślach. Dla kogo proste to proste.
- Nie rozumiem.
Burknęłam.
- Jeden. Siadaj i nawet się nie patrz w moją stronę.
Zmarszczyłam brwi i odłożyłam czarny marker na miejsce.  Nie obchodziło mnie to . Byłam zbyt wyczerpana aby się przejmować tą babą. Skąd ona się urwała?
-Ehh.
- Mówiłaś coś ?
Zapytała wbijając we mnie  ostry , przeszywający wzrok. Nie . Nie mogę dać się sprowokować.
- A słyszała coś pani?
Zadrwiłam siadając na miejsce. Niestety los chciał abym nadepnęła jej na odcisk, mimo tego że Melanie Shaw może  nawrzucać nawet najgorszą rzecz i nie zostaje ukarana ani w żadne sposób upomniana. Za to ja. Tak. Na takich dziewczynach jak ja pani Rosengarden może się po wyżywać.  Nie ma najmniejszego problemu. Jak zwykle.
- Wstań.
Uniosłam brew.
- WSTAŃ!
Powtórzyła zgrzytając zębami. To znak…że jest naprawdę wpieniona. Tylko nie to...
- Co ty sobie wyobrażasz?! Masz zamiar ze mnie drwić?! Nie jestem dla ciebie koleżaneczką więc nie zadzieraj ze mną!!!
Klasę wypełnił zbiorowy chichot . A najbardziej było słychać to rżenie Melanie. Czułam jak oblewa mnie rumieniec.  Ktoś parę razy rzucił w moim kierunku parę epitetów, słyszalnych tylko dla mnie. A oni jak się zachowują?! Próbowałam ich nie słuchać. Nigdy nie miałam problemów z opanowaniem emocji, ale w tej chwili gotowało się we mnie jak nigdy dotąd. Oparłam dłonie o ławkę. Pomasowałam nimi gładkie, jasne drewno aby się uspokoić. Cała moja zła energia miała spłynąć do ławki. Właśnie oto mi chodziło. Zacisnęłam szczęki i spojrzałam w okno ciężko oddychając. Wielka wierzba kołysała się leniwie za szklaną powierzchnią oddzielającą mnie od normalnego świata. Tylko szkoła…i ten zwierzyniec który potocznie nazywa się uczniami. Owszem byłam jedną z nich. Lecz należałam do grupy osób spokojnych, normalniejszych i można powiedzieć poważniej tratujących naukę od tego jaką mam fryzurę i czy wzięłam „fajki” , bo „ nie wytrzymam dwóch godzin bez szluga”. Żałosne frajerzyny…
- Cisza!!!
Nauczycielka uderzyła pięścią w biurko. Momentalnie zrobiło się tak cicho że mogłam usłyszeć własny oddech. Zmrużyłam oczy. Czy mi się wydaje? Czy może znowu śnię?
Za oknem była postać. Wyglądała jak wielki, zmutowany pająk czy coś w tym stylu. Nie wiem jakim cudem ale jej kończyny przylegały do przezroczystej faktury.  Uśmiechała się wyszczerzając zęby. Klatka piersiowa nieznanego osobnika zaczęła się jednoznacznie poruszać. Śmiało się ze mnie…to coś śmiało się ze mnie…Moje wargi zadrżały. Przez chwilę świat wokół mnie zniknął. Byłam tylko ja i ta szkarada. W myślach zadawałam sobie pytanie skąd się to wzięło, skrobiąc nerwowo ławkę w której zaczęły robić się minimalne ślady po paznokciach. Przygryzłam wargi, irytowało mnie to w jaki sposób drżą  i dlaczego nie mogę tego okiełznać?!
- Annika…Idealna…Perfekcyjna…Zrobisz to na pewno…
Przełknęłam głośno ślinę. Co ja mam zrobić?!
- Zabij…
Powiedziała postać jakby czytała mi w myślach.  Zamrugałam jeszcze kilka razy, nagle usłyszałam przerażający pisk wiercący w moim mózgu dziurę. Chwyciłam się z głowę. Wszystko zaczęło wirować, twarzy uczniów robiły się powykręcane i tak obrzydliwe… pani Rosengarden  zbliżała się do mnie z czymś w dłoni. Coś co przypominało maskotkę…przybliżyła się i pokazała mi ją  abym mogła się przyjrzeć po czym urwała jej główkę bez żadnych emocji. Z zabawki zaczęła wyciekać czerwona ciecz o rzadkiej konsystencji. Nie musiałam się długo domyślać czym była. Kobieta o ciemnych blond włosach uśmiechnęła się na ułamek sekundy. Przynajmniej tak mi się zdawało.
- Znasz swój cel…
Mruknął „pająk mutant” .
- …i wiesz co z nim zrobić…
Jego głos był tak spokojny, że miałam ochotę tam podejść i uderzyć z całej siły. Niestety nie mogłam się ruszyć. Nagi ugrzęzły mi w laminowanej podłodze. Rozpacz ponownie wzięła na de mną górę. Pociągnęłam nosem.
- …urwij mu głowę, a potem spal…
Zaśmiał się gorzko. Komu?  „ urwij mu głowę…” czyli moją ofiarą jest „On”? Tylko kto...
- Bum.
Nagle cała maskotka zajęła się ogniem w dość spektakularny sposób. Odsunęłam się. Płomień świsnął  złowrogo przed moimi oczami. Zacisnęłam szczęki i uderzyłam się w twarz aby się obudzić. Wiedziałam że to był tylko sen…znowu koszmar, ale nierealny…pewnie teraz leżę na ławce i obśliniam książki robiąc z siebie idiotkę przy całej klasie…Oby…
- Nie, nie!
Krzyknęłam miotając się. Niebieski ogień zaczął pożerać moją skórę, potem włosy i ubrania. Czułam jak mój naskórek się topi i spada na ławkę z pluskiem. Miałam dosyć, albo to się skończy albo zakończę to sama .
   

Przeskoczyłam przez „ognistą” barykadę wyrywając się z uścisków uczniów. A raczej demonów w ich ciałach. Pognałam w kierunku okna. Każdy krok był dla mnie męką. O co chodzi? Dlaczego znowu widzę to coś?! Czymkolwiek to jest już nigdy więcej mnie nie odwiedzi …  Otworzyłam okno  na rozcież i wychyliłam głowę. Przygryzłam wargi do krwi. Każdy ruch ręką powodował szczypanie i ból. Tam na zewnątrz wszystko było normalne, dzieci bawiące się w berka, kobieta z radośnie poszczekującym kundelkiem. Tam na zewnątrz wszystko było normalne . Zamrugałam i przetarłam oczy. Odwróciłam się jeszcze , za mną stało to coś. Dotykało mnie. Chwyciło mnie za ramię i szarpnęło do tyłu. Upadłam na podłogę krzycząc i nie wiedząc co mnie czeka…
- Masz się jeszcze nie zabijać…
Szepnęło zdegustowane i zbliżyło się.
- A teraz…
Serce biło mi jak szalone. „ jeszcze”?! Co oznacza „jeszcze”?!
-…teraz się budzisz.
Wychyliło dłoń i pstryknęło. W jednej chwili otworzyłam oczy jednocześnie spadając z krzesła na zieloną podłogę szkolną. Jęknęłam. Wszystkie oczy były zwrócone ku mnie. Na de mną stała Pani Rosengarden ze skwaszoną miną.
- Masz jakieś problemy w domu? Tam nie możesz się wyspać i dlatego obśliniasz mi ławki w MOJEJ sali?
Burknęła.  W klasie wszyscy wybuchli śmiechem jakby się umówili co do sekundy.
Tak jak myślałam. Zrobiłam z siebie pośmiewisko…Przygryzłam wargi. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści. Poczułam jakiś przedmiot   w lewej ręce. Rozwinęłam je , myślałam ze zemdleję.  Plusz…skąd się tu wziął ten jebany plusz?!!! Przełknęłam ślinę. Czy to jakiś żart? Czy właśnie zostałam opętana?

wtorek, 13 stycznia 2015

Liebster Award ^_^

Liebster Award

Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana przez innego blogera w ramach uznania za "dobrze wykonaną robotę". 
Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. 
Po odebraniu nagrody, należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. 
Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. 
  Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.
   Nominację dostałam od Lili :-D Dziękuje ! Oto pytania które mi zadano :

#1. Jak długo blogujesz?
Bloguję od 22.12.2014 :)

 #2. Masz zwierzątko? Jak tak to jakie?
Mam mojego ukochanego psa , istnego wariata xD Aresa.



#3. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
Myślę że w większości tak. Piszę już od dawna , ale bloguję dopiero nie dawno. Staram się  być coraz lepsza  w pisaniu. Wiąże z tym swoją przyszłość , zależy mi na tym :)

 #4. Skąd taki pomysł na fabułę?
Pomysł na fabułę...hmmn. Ostatnio czytam książki kryminalne, ale natchnęła mnie gra komputerowa xD hahaha

#5. Oglądasz anime?
Tak oglądam, ale ostatnio nie miałam zbytnio czasu ;(( Na szczęście nie długo już ferie więc nadrobię zaległości : )

 #6. Jeśli czytasz mangi to jaka jest twoja ulubiona? (może być więcej niż jedna)
Czytam mangi, ale moją ulubioną jest " 7 Miliardów Igieł" ! :P

 #7. Ulubiony cytat?
 To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia. 
~Jonathan Carroll 

#8. Twoje motto?
Moje motto " Jeżeli się czegoś uczysz stosuj zasadę 3Z ,  zakuć , zdać , zapomnieć"


#9. Jak się motywujesz do pisania?
Motywuje mnie ilość wyświetleń i komentarze ponieważ wtedy wiem, że ktoś chce mnie czytać i aż mam ochotę wtedy brać się do pisania :D Ale motywuje mnie też to że gdy ktoś z moich bliskich lub znajomych  to czyta...podoba mu się! Wow! To też jest coś! ^_^

#10. Jakie masz hobby?
Nie wiem czy jedzenie się do tego liczy xDD Oczywiście pisanie. Dużo też czytam żeby wzbogacić swoje słownictwo . Gram , i chyba to się zalicza do hobby xD

 #11. Ulubione jedzenie?
Uwielbiam jedzenie włoskie ^_^ a szczególnie  spaghetti bolognese!


To tyle jeśli chodzi o pytania :) Teraz nominuję kilka osób , oto i nominacje!
Nominuję:
1. http://amoresucer.blogspot.com/  Susette Darcy
2.  http://myhealingsoul.blogspot.com/  healingsoul
3. mylifebeatrice.blogspot.com
4. Susette Darcy drugi raz ^_^  http://the-lost-soul-zagubiona-dusza.blogspot.com/ 
 Pytania 

#1. Jak długo blogujesz?
#2. Masz zwierzątko? Jak tak to jakie?
#3. Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
#4. Skąd taki pomysł na fabułę?
#5. Jakie masz hobby?
#6. Ulubione danie?
#7. Najlepsze książki które przeczytałaś w swoim życiu?
#8. Ulubiony kolor?
#9. Jaki rodzaj muzyki najbardziej preferujesz?
#10.Ulubiony przedmiot w szkole?
#11. Który film zrobił na Tobie duże wrażenie i nie zapomnisz go końca życia?



















poniedziałek, 12 stycznia 2015

Rozdział 5.

Hej ludziska! Przepraszam za długą przerwę, ale nie wiecie jak to jest... brak WENY ;____;  Na szczęście już skończyłam piąty rozdział  ^_^ Oto i on !



Rozdział 5. Niewolnik samego siebie.
- Kochanie? Kochanie?
- Ehghghgh…
 Poczułem ból. Tak bardzo chciałem coś powiedzieć.
- Spokojnie, spokojnie Dan. Nie martw się.  Podkurują cię tutaj.
Jęknąłem w odpowiedzi bo tylko na tyle było mnie stać.   Przełknąłem ślinę . Wciągnąłem powoli ręce żeby móc ją mocno ścisnąć.  Gdy przylgnąłem do jej ciała , poczułem znany mi już zapach lawendy.  Pociągnąłem nosem, który widocznie miałem w jednym kawałku. Oczy też całe.   Gdybym stracił oczy…nawiedzały by  mnie codziennie.  Wykorzystały by to. Na pewno… Straciłbym wtedy wszystko.
- Dzień Dobry państwu. Widzę że komisarz „Hartford” jest już z nami.
     Powiedział to tak jakby miał zaraz zwymiotować. Kate odgarnęła  pomarańczowe włosy do tyłu.  Długa, zwichrzona grzywka opadała na jasne czoło. Jak ja to uwielbiam. Uśmiechnąłem się w myślach, podziwiając moją kobietę patrzącą niczym wściekły tygrys na swoją ofiarę mordu.  Lekarza w białym kitlu  stojącego metr od niej. Poczułem jak zaciska dłoń na mojej nodze. Po kilku sekundach opamiętała się puszczając  i głaszcząc delikatnie.
- Co to miało być?
Fuknęła na człowieka w średnim wieku wstając ze szpitalnego łóżka. Poprawiła szary płaszcz  poruszając się nerwowo. Lekarz milczał znacząco zaciskając szczęki tak mocno że mogłem usłyszeć zgrzytanie   jego zębów. Katy nie dawała  za wygraną. Podeszła krok bliżej do  równego  wzrostem mężczyzny.   Jego twarz mówiła za siebie.  Wie coś czego z pewnością  nie wie ONA.   Jej wzrok przeszywał go na wskroś . Miał  wypisane na twarzy    słowa „ Ratunku, ta kobieta mnie zabije.” Serce zabiło mi odrobinę mocniej. Moja żona uderzyła go w twarz, odwróciła się w moją stronę. Zmarszczyła brwi tak mocno że zaczęły się ze sobą stykać, wyglądała na złą. Na złą i zatroskaną.   Pokręciła głową przecząco.
- Drwisz ze mnie doktorku?!!   Przed tobą leży prawa ręka najlepszego detektywa w Chicago , policjant który poświęcił dużo dla mnie…dla nas.
Westchnęła ciężko.
- To jest Dan Hartford. Musiał go pan z kimś pomylić. Nielegalny imigrant?! Co pan sobie wyobraża panie…
Zatrzymała się na chwilę przygryzając wargi .
Ten stał oszołomiony , policzki miał zaróżowiałe. Patrzył na Kate, to na mnie. Rozmasował prawy policzek. Zwinął usta tak że nie byłem ich w stanie dostrzec.  Miałem wrażenie że przez chwilę na twarzy faceta zagościł znajomy szyderczy uśmiech. Zacisnąłem dłonie w pięści. Chciałem wstać.
- …Andresen czy jakoś tam…
- Anderson.
Poprawił ją.  
- Dam pani leki uspokajające.  Proszę usiąść. Rozumiem że jest pani teraz przewrażliwiona , targają panią silne emocje i…
Zatrząsłem  się  chwytając Kate za dłoń. Cholera jasna. Czy może być jeszcze gorzej?!!!
- Po prostu musimy go wyrzucić . Nielegalnie przebywa w tym stanie. Nie ma wręcz prawa  tutaj  nawet leżeć.
Myślałem że wyjdę z siebie. Zacząłem się miotać, próbowałem go przekonać żeby dał sobie spokój. To było dawno, 10 lat temu. Nie mogłem teraz wpaść! Nie mogłem teraz wpaść!!! Jęczałem głośno, wymachując pięściami. Kate patrzyła. Tylko patrzyła. Na mnie.
- Kateggghh…ghh!! GH!
- Proszę podać panu Santosowi leki.
Powiedział doktor lekceważąco spisując coś w swoim notesie. Zanim się obejrzałem młoda dziewczyna machnęła blond włosami przed moją twarzą . Była ubrana na biało, prawdopodobnie pielęgniarka. Poczułem lekkie ukłucie. Kobieta uniosła głowę. Nie widziałem nic oprócz jej twarzy mówiącej spokojnym głosem. Zakręciło mi się w głowie, obraz zaczął się zamazywać.  Nagle jej twarz zmieniła się ukazując znajome rysy. Złowrogi i przesiąknięty szyderstwem uśmiecheszek  obszedł wyraz  złotowłosej piękności ukazując długie, żółte zęby prawdziwego   upiora z najgorszych koszmarów. W jednej chwili pielęgniarka zmieniła się w demona , najgorszy był fakt że tylko ja go widziałem.  
-AUHGHG!
Krzyknąłem uderzając zło w twarz . Wstałem. Wyrywając przy okazji rurkę która bytowała pod moją skórą. Syknąłem z bólu. To była kroplówka która za moim pociągnięciem wylała się na podłogę. Miałem to gdzieś.  Kate próbowała mnie powstrzymać. Chciała się dowiedzieć. Dowiedzieć czemu ten habilitowany  ważniak nazwał mnie Santos a nie Hartford. Pragnęła słowa wyjaśnienia, ale na daremnie.  Odepchnąłem ją,  jęcząc maniakalnie  próbowałem uciec z Sali pooperacyjnej. Białe ubranie mignęło mi przed oczami , machałem dłońmi . Odpychałem się od podłogi gdyż nie dałem rady  ustać na nogach po silnych środkach znieczulających.  Słyszałem w tle wołającą Kate, stukot jej czarnych szpilek. Biegła w moją stronę.  Nie widziałem dokładnie twarzy małżonki , ale byłem pewien wyrazu zdruzgotania na niej. Czołgając się i zawodząc głośno próbowałem wydostać się stąd jak najdalej. Wszędzie widziałem tę twarz. Gdzie nie spojrzałem , wszędzie stała ona. Dziewczyna z mojej wizji. Niebieskie oczy, jasna cera i włosy.  Śmiała się pokazując na mnie palcem, chwytała się za brzuch i śmiała. Szydziła z mojego bólu.  Ryknąłem widząc ją wielce uradowaną moją męczarnią, w agonii ruszyłem w kierunku jednej z nich. Było ich pełno. Każda osoba , pacjent…nawet przestałem odróżniać. KAŻDY wyglądał jak ONA. I  każdy rozpościerał szerokie, obleśne usta głośno dysząc ze śmiechu .  Palce. Wszystkie skierowane na mnie. Chwyciłem się za głowę.  Darłem się machając rękoma aby odeszli, ale oni poczęli mnie otaczać . Z każdej strony . Chcąc przedrzeć się przez  ten ludzki „mur” uderzałem kogo popadnie. Jedna cholera i tak wszystko jest takie same więc co ta za różnica?!!!
-AAAHGHGAGAAAAHGAHAGAHAGHAGH!!!!!!!!
Dławiłem się powietrzem ledwo pełznąc. Upadłem twarzą o linoleum tracąc całkowicie panowanie nad tym co się teraz działo.

Otwieram swoje oczy, miałem wrażenie że były sklejone jakąś substancją. Przetarłem jedno oko , a potem drugie palcem wskazującym. W pomieszczeniu w którym się znajdowałem było gorąco.  Można powiedzieć że nawet piekielnie gorąco.  Podniosłem się. Oddychanie sprawiało mi trudność.  Bandaż uciskał jeszcze mocniej niż wcześniej. Ból od policzka po usta rozchodził się pulsując . Siedziałem na …łóżku szpitalnym. Pokój był biały . Obok mnie leżały bandaże, nożyczki i igła. Przynajmniej tak mi się zdawało. Była długa , wykrzywiona na kształt  paraboli .  Wzdrygnąłem się.  Nagle mój mózg ( nie wiem jakim cudem) zarejestrował cichy odgłos kroków. Spojrzałem do przodu jednym okiem , drugie rozpaczliwie mrugało pod  bandażem.
-  O, panie Sa…
- Hartford.
Wyprzedziłem kobietę w białym kitlu. O dziwo mogłem mówić.  Obok niej stała czerwono włosa kobieta. Kate. Nie uśmiechała się. Patrzyła tylko. Jakby obojętnie. Buty… ogólnie rzecz biorąc cały jej strój przykuł moją uwagę.  Był…inny niż zazwyczaj. Żadnych kolorów.  Tylko szarość i ciemna zieleń. Dżinsy pokryte plamami , dziurawe na kolanach i w okolicach ud.  Pod jej niebieskimi , zwykle mieniącymi się ,żywymi oczami  górował jasno fioletowy kolor. Te oczy straciły dawny blask.  
-  Dan...
Zaczęła dziewczyna podchodząc  bliżej.
-… wiesz że cię nie opuszczę. Wiesz…no wiesz przecież . Prawda?
Uniosłem górne wargi żeby odpowiedzieć. Chciałem wykorzystać to że mogę   choć burknąć jakieś słowa póki znieczulenie jeszcze mnie trzyma. Nie zdążyłem. Widocznie to było pytanie retoryczne. Pytanie na które się nie odpowiada.  Kiedy mówiła dalej  wbiłem wzrok w jej wprost  białe , zaschnięte usta. Nie pomalowane delikatnym błyszczykiem który używała odkąd pamiętam. Nawet na naszym pierwszym spotkaniu. Zawsze go miała ze sobą. Nawet u dentysty. To z jaką gracją malowała sobie nim usta… potem cmokała  w moją stronę z  figlarnym uśmiechem. Kusiła. Zawsze to uwielbiałem. Wpatrywałem się w nią jak w obrazek.  W ciągu naszych niewinnych lat małżeństwa zmieniła kolor włosów 3 razy . Pierwszy rok blondynka, dwa lata brunetka , a następne dwa  pomarańcz. Naturalnie miała ciemny blond.   Jeżeli mam oceniać szczerze najlepiej było jej  w czarnych.  Pasują do niej. Niesamowicie kontrastowały się z oczami jak dwa diamenty.  Teraz nawet nie słuchałem co mówiła. Tylko patrzyłem. To na nią, to na szczupłą szatynkę kilka metrów dalej od nas.  Była  chudsza od Kate. Nie miała żadnych kształtów , można pokusić się o stwierdzenie „kompletna deska”. Zaśmiałem się w duchu.  „Kompletna deska”…a to ci dopiero. 
- Słuchasz mnie?
Powiedziała zrezygnowanym tonem , pokiwałem znacząco głową.  Chyba miała świadomość tego że nie słuchałem gdyż zrezygnowała z dalszego monologu. Opuściła ręce na dół , spojrzała w sufit zaciskając szczęki mocniej niż zwykle. Czułem że jest zła. Zła na mnie. Na to że nic o mnie nie wiedziała przez te 7 lat znajomości.   2 miesiące rozmów o wszystkim i o niczym,  potem rozkoszne chodzenie razem wszędzie , spędzanie ze sobą masy czasu aż wreszcie ślub. Najlepszy dzień w moim życiu. Przypominając sobie te piękne chwile znów odszedłem myślami na parę  sekund.  Tylko na parę sekund… a chciałbym żeby te wspomnienie trwało wiecznie.
- Słuchaj mnie do cholery.
Jej głos przybrał mocniejszego tonu.  Zacisnąłem dłonie w pięści.  Oddech przyspieszył.  - - Od kilka pieprzonych dni  umieram z przejęcia…
 Powiedziała szybko i cicho. Wzięła głęboki wdech i wydech rozglądając  się wokół siebie jakby chciała uciec od mojego wzroku. Przeniosła swój ciężar na prawą nogę. Oparła ręce o biodra, zwilżyła usta. Rzuciła morderczy wzrok w stronę brązowowłosej a ta odeszła dopowiadając jeszcze.
- Pani mąż zostanie jeszcze na obserwacji przez najbliższy tydzień. Zaraz przyjdzie siostra  Joyce i zajmie się zastrzykami przeciwbólowymi.
Rzuciła gorzki uśmiech i już miała dać przysłowiowego „dyla”….
-Możecie tu trochę ochłodziś.
Powiedziałem przejęzyczając się .  Pani doktor zamyśliła się przez chwilę.
- Myślę że mogę zadziałać w tej sprawie. Jest tu zdecydowanie za gorąco. Do zobaczenia.
Zniknęła. Od razu po tym Kate rzuciła się na mnie. Zadrżałem.  Gdybym mógł cofnąć czas…Nie uciekł bym. Nie uciekałbym ze strachu  przed NIMI. Pomógłbym…chciałem ale stchórzyłem. Nawet nie mam kontaktu z moją rodziną, nawet nie wiem czy żyją. Zdołałem to przed nią doskonale zataić mówiąc że zginęli w wypadku. Udając że to już przeszłość. Na mój ślub przyszli znajomi z pracy więc to nie tak że od mojej strony nie było kompletnie nikogo, ale i tak brakowało mi kogoś z mojej krwi. Zasępiłem się nieco na to wspomnienie. Smutne, ale takie jest życie.
- Do kurwy nędzy co ty sobie wyobrażałeś?!! Jak mogłeś…Jak mogłeś tak mnie oszukać!!! Zlekceważyłeś  mnie...ostatnio dziwnie się zachowywałeś… kiedy cię wołałam uciekałeś i zamykałeś się w łazience… wyglądałeś….byłeś czasami „nieobecny” …
Usiadła na brzegu łóżka. Zaskrzypiało. Posunąłem się aby miała więcej miejsca. Spojrzała na mnie spod jasnych rzęs.
- …a potem…a potem to. Potem TO się wydarzyło. Miałam ci tego nie mówić za szybko ale…
Zacięła się nie wiedząc czy warto dalej brnąć w tą głęboką i niebezpieczną przepaść. Szczęka bolała mnie coraz mocniej. Bałem się że nie będę w stanie dzisiaj jej tego wytłumaczyć. Leżałem niespokojnie się wiercąc co kilka minut. Ta sytuacja robiła się coraz bardziej nie do opanowania…
-Czo dżest?
Wydusiłem . Chciałem brzmieć stanowczo, ale chyba nie wyszło gdyż miałem wrażenie że przez jej twarz przemknął mało zauważalny uśmiech.  Skrzywiłem się.
- Prawdopobnie…
Zawahała się . Atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę. Czułem jak pot po mnie spływa . Zacisnąłem szczęki, syknąłem . Ból pojawiał się kiedy to robiłem. Z podwojoną siłą. Przełknąłem ślinę . Obeszło się bez bólu. Westchnąłem.
- ..prawdopodobnie… sam rozciąłeś sobie twarz. Nie ma śladów włamania. Nic nie wskazuje na to że ktoś by ci to zrobił… Sąsiadka…gdyby nie ona…umarłbyś. Nie byłoby cię .
Oczy miała przeszklone . Wytarła je rękawem zielonej bluzy, pociągając nosem mówiła dalej, ale mnie w tej chwili ciekawiła jedna, dość istotna rzecz. Co ta stara pudernica robiła w MOIM domu?  
- Nie wiem jakim cudem sobie to zrobiłeś, w twojej krwi nie znale…
Załkała.
-…nie znaleziono żadnych narkotyków, nawet alkoholu. Byłeś trzeźwy.
Powiedziała resztkami tchu. Chwyciłem ją delikatnie za ramię. Sam nie widziałem co myśleć. Czułem że moje życie rozsypuje się. Zadygotała lekko biorąc szybki wdech. Pocałowałbym ją, ale nawet  gdybym był zdrowy nie odważyłbym się robić takiego kroku. Ten moment zdecydowanie nie należał do najciekawszych tym bardziej nie należałoby namiętnie się całować i obsypywać słodkimi słówkami. Na razie wystarczył tylko dotyk. Nic nie znaczący dotyk. Rudowłosa spuściła głowę. Łzy kapały jej z oczu. Nienawidzę tego…
- Przepraszam.
Do pomieszczenia dość pewnym krokiem weszła młoda dziewczyna. Czarne, bujne kręcone włosy opadały zgrabnie na klatkę piersiową. Zdawało mi się że jest zdenerwowana. W końcu jedną z nich potraktowałem siermiężnym kuksańcem w twarz Nie dziwię się, a szpitalnie wieści szybko się rozchodzą. Jak świeże bułeczki.  Podeszła bliżej małymi tiptopkami ze strzykawkę w prawej dłoni. Wysunąłem rękę , naprężając mięśnie. Drugą wciąż głaskałem Kate . Nie usłyszałem sprzeciwu.  Brunetka wbiła mi cienką igłę prosto w wenflon na zgięciu. Poczułem zimną ciecz pulsującą w moich żyłach.
- Proszę się bardziej rozluźnić.
Rzekła odgarniając  gęste loki z twarzy. I wtedy ją zobaczyłem……poznałem od pierwszego spojrzenia….to przecież niemożliwe….