poniedziałek, 23 marca 2015

Rozdział 6. Esencja zła


noi i po długiej przerwie mamy rozdział ...ufff :D mam nadzieje że się spodoba ^_^

Rozdział 6.

  Moje powieki robiły się ciężkie, coraz cięższe. Nie spałam całą noc. Właśnie tak. Całą pieprzoną noc nie zmrużyłam oka przez ten koszmar. Był tak cholernie realistyczny… takie sny są najgorsze. Te realistyczne. Właśnie tak…najgorsze….
- Rupert, tablica!
Otrząsnęłam się słysząc swoje nazwisko. Niech to szlag by trafił tą wiedźmę. Wiecznie się na nas wyżywa. Krzyczy bez powodu choć sama utrzymuje że to tylko lekko podniesiony głos. Na mnie nie robiła już wrażenia. W końcu widzę ją dwa razy w tygodniu przez 3 lata swojego życia. Za to pierwszaki…ooo. To już inna sprawa. Oni przyczyniają się nawet do sikania w majtki. Wcale nie zmyślam. Ja tylko … tak uważam gdy ich widzę. Może mam złe wrażenie?
- Zmaż ten syf na tablicy bo jak widzę te bzdury to podchodzi mi do gardła. Wałkuję to z wami tydzień a wy nadal, podkreślam NADAL nie rozumiecie tak prostej i OCZYWISTEJ rzeczy? Wiadomym jest iż reakcja ….
 I od tego momentu mój mózg całkowicie stracił zainteresowanie tą kobietą.
- Spójrz na treść ćwiczenia i wypisz dane.
Wciąż mówiła głosem tak twardym że dosłownie mogła nim uderzyć w twarz.  Spojrzałam na nią, kiwnęłam głową i zaczęłam wypisywać.  Szło mi dość dobrze, do czasu kiedy doszłam do rozwiązywania. Kto to wymyśla?! Prychnęłam w myślach. Dla kogo proste to proste.
- Nie rozumiem.
Burknęłam.
- Jeden. Siadaj i nawet się nie patrz w moją stronę.
Zmarszczyłam brwi i odłożyłam czarny marker na miejsce.  Nie obchodziło mnie to . Byłam zbyt wyczerpana aby się przejmować tą babą. Skąd ona się urwała?
-Ehh.
- Mówiłaś coś ?
Zapytała wbijając we mnie  ostry , przeszywający wzrok. Nie . Nie mogę dać się sprowokować.
- A słyszała coś pani?
Zadrwiłam siadając na miejsce. Niestety los chciał abym nadepnęła jej na odcisk, mimo tego że Melanie Shaw może  nawrzucać nawet najgorszą rzecz i nie zostaje ukarana ani w żadne sposób upomniana. Za to ja. Tak. Na takich dziewczynach jak ja pani Rosengarden może się po wyżywać.  Nie ma najmniejszego problemu. Jak zwykle.
- Wstań.
Uniosłam brew.
- WSTAŃ!
Powtórzyła zgrzytając zębami. To znak…że jest naprawdę wpieniona. Tylko nie to...
- Co ty sobie wyobrażasz?! Masz zamiar ze mnie drwić?! Nie jestem dla ciebie koleżaneczką więc nie zadzieraj ze mną!!!
Klasę wypełnił zbiorowy chichot . A najbardziej było słychać to rżenie Melanie. Czułam jak oblewa mnie rumieniec.  Ktoś parę razy rzucił w moim kierunku parę epitetów, słyszalnych tylko dla mnie. A oni jak się zachowują?! Próbowałam ich nie słuchać. Nigdy nie miałam problemów z opanowaniem emocji, ale w tej chwili gotowało się we mnie jak nigdy dotąd. Oparłam dłonie o ławkę. Pomasowałam nimi gładkie, jasne drewno aby się uspokoić. Cała moja zła energia miała spłynąć do ławki. Właśnie oto mi chodziło. Zacisnęłam szczęki i spojrzałam w okno ciężko oddychając. Wielka wierzba kołysała się leniwie za szklaną powierzchnią oddzielającą mnie od normalnego świata. Tylko szkoła…i ten zwierzyniec który potocznie nazywa się uczniami. Owszem byłam jedną z nich. Lecz należałam do grupy osób spokojnych, normalniejszych i można powiedzieć poważniej tratujących naukę od tego jaką mam fryzurę i czy wzięłam „fajki” , bo „ nie wytrzymam dwóch godzin bez szluga”. Żałosne frajerzyny…
- Cisza!!!
Nauczycielka uderzyła pięścią w biurko. Momentalnie zrobiło się tak cicho że mogłam usłyszeć własny oddech. Zmrużyłam oczy. Czy mi się wydaje? Czy może znowu śnię?
Za oknem była postać. Wyglądała jak wielki, zmutowany pająk czy coś w tym stylu. Nie wiem jakim cudem ale jej kończyny przylegały do przezroczystej faktury.  Uśmiechała się wyszczerzając zęby. Klatka piersiowa nieznanego osobnika zaczęła się jednoznacznie poruszać. Śmiało się ze mnie…to coś śmiało się ze mnie…Moje wargi zadrżały. Przez chwilę świat wokół mnie zniknął. Byłam tylko ja i ta szkarada. W myślach zadawałam sobie pytanie skąd się to wzięło, skrobiąc nerwowo ławkę w której zaczęły robić się minimalne ślady po paznokciach. Przygryzłam wargi, irytowało mnie to w jaki sposób drżą  i dlaczego nie mogę tego okiełznać?!
- Annika…Idealna…Perfekcyjna…Zrobisz to na pewno…
Przełknęłam głośno ślinę. Co ja mam zrobić?!
- Zabij…
Powiedziała postać jakby czytała mi w myślach.  Zamrugałam jeszcze kilka razy, nagle usłyszałam przerażający pisk wiercący w moim mózgu dziurę. Chwyciłam się z głowę. Wszystko zaczęło wirować, twarzy uczniów robiły się powykręcane i tak obrzydliwe… pani Rosengarden  zbliżała się do mnie z czymś w dłoni. Coś co przypominało maskotkę…przybliżyła się i pokazała mi ją  abym mogła się przyjrzeć po czym urwała jej główkę bez żadnych emocji. Z zabawki zaczęła wyciekać czerwona ciecz o rzadkiej konsystencji. Nie musiałam się długo domyślać czym była. Kobieta o ciemnych blond włosach uśmiechnęła się na ułamek sekundy. Przynajmniej tak mi się zdawało.
- Znasz swój cel…
Mruknął „pająk mutant” .
- …i wiesz co z nim zrobić…
Jego głos był tak spokojny, że miałam ochotę tam podejść i uderzyć z całej siły. Niestety nie mogłam się ruszyć. Nagi ugrzęzły mi w laminowanej podłodze. Rozpacz ponownie wzięła na de mną górę. Pociągnęłam nosem.
- …urwij mu głowę, a potem spal…
Zaśmiał się gorzko. Komu?  „ urwij mu głowę…” czyli moją ofiarą jest „On”? Tylko kto...
- Bum.
Nagle cała maskotka zajęła się ogniem w dość spektakularny sposób. Odsunęłam się. Płomień świsnął  złowrogo przed moimi oczami. Zacisnęłam szczęki i uderzyłam się w twarz aby się obudzić. Wiedziałam że to był tylko sen…znowu koszmar, ale nierealny…pewnie teraz leżę na ławce i obśliniam książki robiąc z siebie idiotkę przy całej klasie…Oby…
- Nie, nie!
Krzyknęłam miotając się. Niebieski ogień zaczął pożerać moją skórę, potem włosy i ubrania. Czułam jak mój naskórek się topi i spada na ławkę z pluskiem. Miałam dosyć, albo to się skończy albo zakończę to sama .
   

Przeskoczyłam przez „ognistą” barykadę wyrywając się z uścisków uczniów. A raczej demonów w ich ciałach. Pognałam w kierunku okna. Każdy krok był dla mnie męką. O co chodzi? Dlaczego znowu widzę to coś?! Czymkolwiek to jest już nigdy więcej mnie nie odwiedzi …  Otworzyłam okno  na rozcież i wychyliłam głowę. Przygryzłam wargi do krwi. Każdy ruch ręką powodował szczypanie i ból. Tam na zewnątrz wszystko było normalne, dzieci bawiące się w berka, kobieta z radośnie poszczekującym kundelkiem. Tam na zewnątrz wszystko było normalne . Zamrugałam i przetarłam oczy. Odwróciłam się jeszcze , za mną stało to coś. Dotykało mnie. Chwyciło mnie za ramię i szarpnęło do tyłu. Upadłam na podłogę krzycząc i nie wiedząc co mnie czeka…
- Masz się jeszcze nie zabijać…
Szepnęło zdegustowane i zbliżyło się.
- A teraz…
Serce biło mi jak szalone. „ jeszcze”?! Co oznacza „jeszcze”?!
-…teraz się budzisz.
Wychyliło dłoń i pstryknęło. W jednej chwili otworzyłam oczy jednocześnie spadając z krzesła na zieloną podłogę szkolną. Jęknęłam. Wszystkie oczy były zwrócone ku mnie. Na de mną stała Pani Rosengarden ze skwaszoną miną.
- Masz jakieś problemy w domu? Tam nie możesz się wyspać i dlatego obśliniasz mi ławki w MOJEJ sali?
Burknęła.  W klasie wszyscy wybuchli śmiechem jakby się umówili co do sekundy.
Tak jak myślałam. Zrobiłam z siebie pośmiewisko…Przygryzłam wargi. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści. Poczułam jakiś przedmiot   w lewej ręce. Rozwinęłam je , myślałam ze zemdleję.  Plusz…skąd się tu wziął ten jebany plusz?!!! Przełknęłam ślinę. Czy to jakiś żart? Czy właśnie zostałam opętana?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz