wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział 4. Złudzenie.

 Hejka ludziska ;) Rozdział czwarty już gotowy, zapraszam gorąco do czytania i komentowania :D Miał być dłuższy, ale cóż . Tak wyszło  :) Czytać , komentować!




Rozdział. 4  Złudzenie

Napiętą i gęstą atmosferę w pokoju młodej Anniki można było kroić nożem. Cisza. Słyszała tylko swój oddech. Chwyciła się z klatkę piersiową. Poczuła w niej ból. Zakaszlała ostro przecinając powietrze w skroś swoim przenikliwym głosem. Czuła jak pulsuje jej gardło.
Wstała lekko się chwiejąc. Była wyczulona na każdy możliwy dźwięk.  Na każde stęknięcie podłogi pod jej ciężarem.  Przeczesała wzrokiem pokój jeszcze raz. Dla upewnienia zajrzała do rozległej szafy. Dłonie jej drżały.
- Po cholerę to robię?
Zaśmiała się by dodać sobie otuchy. Otworzyła  szafę do połowy.  Uznała że nie będzie gorączkowo obszukiwać całego pokoju. Może to były omamy ? Zamknęła ją zarzucając włosami.  Wyszła z pomieszczenia zostawiając całą swoją negatywną energię  skumulowaną w niej podczas zajścia , ale uczucie że coś lub ktoś ją obserwuje niebezpiecznie zakrzątało umysł nastolatki. Zbiegła na dół czując w powietrzu zapach cynamonu i  pieczonych jabłek.  Obserwując bacznie kuchnię nie dojrzała nikogo. Zmarszczyła brwi . Nie chciała być  sama , na pewno nie w tej chwili… na pewno NIE teraz…
- Mamo!
Krzyknęła krzątając się po domu.  Nic. Żadnego odzewu.  Sprawdziła salon, łazienkę, sypialnię…ani śladu , nawet zapachu matczynych perfum które tak dobrze znała. Kupiła jej na 38 urodziny. Pamiętała ten dzień. Jeden z najlepszych  dni w życiu… Nieśmiały i skryty uśmiech wpełznął na jej oblicze gdy przypomniała sobie te radosne chwile. Westchnęła. Jeszcze piwnica. Może rozwiesza pranie?
- Maaamoo?
Zapytała bardziej pewna siebie stawiając zdecydowane kroki. Schody w dół były  wyłożone kafelkami w kolorze écru.  Schodziła tiptopkami ponieważ bała się spaść . Kafelki były mokre, jakby pokryte śluzem. Krzywiąc się jak tylko  mogła, zeszła po nich ostrożnie. Przygryzła wargi. Zostało kilka schodków, ale intuicja podpowiadała „Idź na górę!!! Idź na górę!” . Ciemna poświata kusiła , kusiła aby w nią wejść.  Przecież to tylko piwnica, czego ma się bać? Ducha? Bazyliszka? A może Dementor z Harrego Pottera? Wyobraźnia płata figle. A przecież to co jest wyimaginowaną przez twój mózg rzeczą nie ma szansy wydostać się do świata rzeczywistego.
- Tak  Ann?
Oczy młodej dziewczyny zaiskrzyły , zeszła szybciej zapalając światło gdzie popadnie.
- Tutaj jestem!
Annika wpełzła do pomieszczenia obok z nadzieja na zobaczenie rodzicielki. Rozejrzała się zaczynając już mówić…
- A te ciasto na górze jest dla kogo? Jak jacyś goście to mnie nie ma i pamiętaj…
 Spojrzała w kierunku pralki. Pożałowała …pożałowała światła . Wolała już widzieć tylko ciemność. Zamknęła oczy i pisnęła uciekając w przeciwnym kierunku. Żółte ściany piwnicy zaczęły szarzeć i pękać.  Próbowała się podeprzeć o barierkę którą zrobił je ojciec całkiem niedawno. Łkając była już tuż przy dębowych drzwiach . Chwyciła za mosiężną klamkę , jeszcze raz oglądnęła się za siebie widząc cień. Miłe, ciepłe oświetlenie ściemniało, dając tylko  ciemnozieloną poświatę. Zza rogu coś zaczęło powoli wychylać głowę. Annika gorączkowo szarpnęła za rączkę klamki wpadając z hukiem do przedpokoju. Za nią gramoliła się bardzo powolnym krokiem postać. Słychać było tylko człapanie,  jak  niewiadomego pochodzenia śluz  przylepia się do kończyn tajemniczego bytu. Oddychało ciężko. Blondwłosej pociekły rzewne łzy.  Drzwi nie dało się domknąć. Kopała w nie , uderzała z całej siły. Zbliżało się. Zaraz ją dopadnie. A jeżeli to tylko sen to chce już się obudzić i nie zasnąć nigdy więcej. Krzyczała bo szkarada złapała ją za nogę. Wołała pomocy. Nikt nie usłyszał. Gardło piekło ją niemiłosiernie, całe ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa  a mimo tego dzielnie kopała  potwora próbując pozbyć się jego ohydnej dłoni z jej pulsującego uda. Wierzgała uderzając go praw podobnie w twarz. Nie patrzyła w tą stronę. Zaciskała powieki kiedy w ostateczności musiała się odwrócić i walnąć prosto między oczy. Mimo tego że nie widziała celowała prawie za każdym możliwym razem. Oddech  drażnił jej suche i szczypiące gardło. Szarpała się , próbowała wykonywać wszystkie ruchy na raz aby tylko ją puściło. Puściło i zostawiło w spokoju. W pewnej chwili pomyślała jaka jest naiwna dając się nabrać przez TO COŚ.  Serce wyrywało jej się z klatki piersiowej jakby chciało uciec z ciała żeby nie dostać się w łapy upiora. Annika powoli dawała za wygraną, lecz wciąż jeszcze robiła sobie nadzieję. Na darmo zdały się zaciekłe próby ucieczki. Brak siły = Brak walki . Tak zawsze mawiało mama.  „ Skoro nie masz w sobie siły,  nie możesz już dalej walczyć. Potem to już, będzie tylko jej imitacja…”.  W takim razie po jaką cholerę dalej to ciągnąć? Jak i tak nie ma sensu?!!- pomyślała.  Jej proste, jasne włosy opadały  na mokre od potu czoło przyklejając się do twarzy.  Zjawa ciągnęła zwiotczałe, opadnięte z jakich kolwiek sił blade ciało.  Ann miała jeszcze świadomość co  się dzieje. Oddychała płytko sunąc po zimnej powierzchni pomieszczenia które ze zwykłej piwnicy przemieniło się w esencje mroku.  Każdy skrawek pawał śmiercią, zapach zgniłego mięsa. Twarz delikatnej dziewczyny obijała się o schodki które nie były już w tym miłym , jasnym kolorze tylko w głębokiej czerni. Z jękiem chwytała się szparek wydrążonych w poszarzałych ścianach , ale wkrótce potem odrywały jej się paznokcie.
- Przestań się tak gorączkować, nic ci już nie grozi…
Powiedział ochrypnięty, skrzeczący głos.  Chciała zatkać uszy żeby już nie słuchać. Wsłuchała się w bicie swojego serca. Raz po raz. BUM….. BUM…..BUM…BUM…uspokoiła się. Teraz już nic nie miało znaczenia. Mogła umierać…odejść. Niech wreszcie ją zabije. Spokój. Ulga. Wszystko zmieszało się w jedność wirując wściekle.
- Tak. Już nic mi nie grozi…
Powtórzyła słowa i  biernie odchodziła w  objęcia Morfeusza. Jej dłonie dotykały miękkiego, puchowego dywanu. Pod zmrużone powieki dostało się ogrzewające , przyjazne światło. Zmierzyła apatycznie pokój w którym się znajduje . Za drzwiami słyszała mamę debatującą  z zapałem przez telefon albo z gościem…nie ważne. Ważne że jest u siebie.  WAŻNE że to był tylko zły koszmar….zły…zły sen…który już nie powróci….to wszystko nie istnieje…- Jak dobrze…och…jak dobrze…jestem z powrotem…- pomyślała na głos cichutko szepcząc do siebie z aluzyjnym uśmiechem. Sama już nie wie czy skoro to koszmar powinna obudzić się z krzykiem czy cieszyć się że „wróciła” z tej okropnej gehenny…  przecież to złudzenie… nie ma się czego…czego bać…nie ma się  czego…
 

środa, 24 grudnia 2014

Rozdział 3. Czarna melancholia.

   Hej kochani! Następny rozdział leci w wasze ręce! Miłego czytania ^_^


Zadzwoniłem do Kate. Wiedziałem że jest zajęta, ale chciałem usłyszeć jej głos.  Choć na chwilę. Modliłem się w duchu aby odebrała. Tupiąc nerwowo czekałem aż odbierze.  Cholera. Odbierz! Odbierz!
*** Rozmowa***
K:  Cześć kochanie . Jestem zajęta , oddzwonię za pół godziny. Buziaki!
Rozłączyła się.  Westchnąłem głośno.  Rzuciłem telefon na kanapę, i zaraz poszedłem w jego ślady.  Rozsiadłem się na miękkim materacu. Oparłem głowę do tyłu. Serce wciąż biło mi nie spokojnym rytmem.  Gdy człowiek jest sam w domu to nie zawsze słychać dziwne głosy dochodzące z jego łazienki. Więc, musicie zrozumieć że mimo realistycznego , rzeczowego podejścia do życia trochę się boję.  Włączyłem telewizor. Właśnie leciał jakiś idiotyczny program. X- Factor. Jakiś mężczyzna na szpilkach śpiewał wzniośle piosenkę o tym jak jego wielka miłość łamie mu serce. Zaśmiałem się. Nie jestem tolerancyjny, ale nie jestem też homofobem który nie ma piątek klepki w głowie. Prychnąłem jak ujrzałem, że z jego mocno pomalowanych oczu ciekną ciemne stróżki łez zmieszanych z tuszem . Cała widownia zaczęła bić brawo i żywiołowo wiwatować. Pomyślałem sobie że ten świat schodzi na psy. Przełączyłem.  Jakiś program kulinarny. Niepokój wciąż dawał mi się we znaki.  Mimo tego, że odrobinę się rozluźniłem oglądając ten „zaczarowany świat show-biznesu i telewizji” , nie mogłem się do końca uspokoić.  Słysząc nawet najmniejsze stęknięcie lodówki drżały mi dłonie.   Tak spędziłem kolejne pół , i kolejne pół… Kolejne 2 godziny. Jedynie 10 minut postanowił mi dać Bóg na chwilowe zbawienie. Tak jak obiecała, zadzwoniła. Rozmawialiśmy. Chciała dłużej utrzymać kontakt przez telefon ale niestety musiała wracać na wykłady. Była księgową…raczej szkoliła się na nią. Rachunkowość to nie moja bajka. Zdecydowanie.  Studiuje zaocznie. Więc w weekendy co dwa tygodnie.  Ambitna z  niej kobieta i właśnie to mnie w niej pociąga.
- Pociąga…
Odwróciłem się nerwowo wyrwany z zamyśleń.
- Kurwa.
Odparłem patrząc się w otwarte drzwi łazienki.
- Przecież je zamykałem.
Pomyślałem głośno.  Podszedłem do nich i delikatnie zamknąłem. Był tylko mały problem. Nie chciały ze mną współpracować.  W pewnej chwili straciłem cierpliwość , ciskając je z całej siły tak, że aż trzasnęły z hukiem. „Uff.” Pomyślałem zadowolony z siebie. Odszedłem pewnym krokiem w stronę kuchni. Dam sobie radę. Jeszcze godzina samotności. Jeszcze tylko godzina.
- Wychodzę.
Powiedziałem głośno i wziąłem kurtkę z wieszaka.    Myślałem że te chore akty znikną,  byłem głupi czekając w domu. Mogłem od razu wyjść. 
- Wychodzę i wracam za godzinę. Zaraz wszystko się ułoży….Kate przyjedzie i wszystko wróci do normy…
- ….dooo….do normy?
Tym razem mój strach sięgnął zenitu.  Poczułem na swoim karku oddech  , a głos majaczył tuż przy moim uchu. Coś dotknęło mnie. Pogłaskało po głowie.  Ręka tajemniczego bytu spływała po moim zesztywniałym ciele.  Zamknąłem oczy , zacisnąłem wargi. O ruszaniu się nie było nawet mowy. Odczuwałem wrażenie zamrożonych  mięśni. Każdy z osobna, jakby przeszyty lodem. Moje skronie pulsowały. Słyszałem...jestem pewien na 100%. Może nawet zwariowałem?!  Głos.  Ten tajemniczy głos. Niski. Mroczny, zły. Nikt nie chciałby się znaleźć na moim miejscu.  Wziąłem głęboki oddech zaczerpując powietrza do swoich ciężkich płuc.  Z trudem unosząc klatkę piersiową wciągnąłem tlen spierzchłymi ustami.   Rozluźniłem się nieco próbując oczyścić umysł z negatywnych myśli które zakrzątały mną od dawna. Przez 3 lata zaszyte w najgłębszych skrawkach mojej głowy.  Uwolniły się dopiero nie dawno uderzając z podwójną siłą.   
- Nie bój się.
Przełknąłem głośno ślinę. Poczułem jak czyjeś pazury przebijają mi skórę na karku wchodząc głębiej przeszywając moją tkankę kawałek po kawałku, rwąc moje ciało od środka, miażdżąc po kolei  każdy krąg. Upadłem. Wijąc się z bólu jak osika. Zacisnąłem dłonie w pięści. Gorączkowo rozglądałem się po … chwila moment…
- Aaaa!!!!
Ryknąłem chwytając się za krwawiące plecy. Wokół mnie nie było nic. Tylko jasność która biła w moje oczy bezlitośnie.  Nie zamykałem ich. Patrzyłem. Jakby cos mi kazało wciąż patrzeć. Powieki nie chciały opadać.  Czułem że ich nie mam. Nie mam powiek! Co się dzieje do cholery?!!  Krwawymi dłońmi  zbadałem swoją twarz dokładnie. Wszystko na swoim miejscu…Dlaczego nie mogę zamknąć moich oczu?! Nawet zmrużyć.?! 
Słone, ciepłe krople spadały mi po zimnych policzkach. Z tego co zauważyłem byłem całkowicie  nagi. Nie wiem jakim cudem…kiedy mdlałem miałem na sobie ubrania…nawet już zapomniałem jak wyglądały. Czy były miłe w dotyku, czy może szorstkie jak papier ścierny? Czy to były dżinsy, czy dresy? Jaka była pogoda? Jak wygląda mój własny dom? Kim JA jestem? Czym…czym jestem?
Rzewnie płakałem przez cały czas, nie znając przyczyny swojego pobytu w tym zaklętym miejscu. „Więc tak umrę?” przewinęło mi się przez myśl a wtedy na dobre łzy zalały moje suche oczy. Najgorszy był fakt że wciąż , bez przerwy byłem rozdzierany przez jakieś monstrum którego nie widziałem…i nie miałem na to najmniejszej ochoty sądząc po dźwiękach jakie wydawało z pewnością nie było tęczowym kucykiem z Królestwa Przyjaźni.
- Zostaw mnie! Zostaw !!! Kate!!!! Kate!!!
Ryczałem w niebo głosy , wyginając szyję w nienaturalny sposób. Znowu ta muzyka…ta muzyka z moich snów powróciła…Ta ja…śniłem się samemu sobie. Teraz już wiem…przypomina mi się ta scena…to siebie widzę w snach…Tak wiele razy od kilku tygodni to właśnie była wizja mojej śmierci. To były moje krzyki. Krzyki rozpaczy, tak odległe, coraz bardziej niedosłyszalne…Chcę już umrzeć.
- Aghhh!
Czarne szpony chwyciły mnie za włosy mocno przy tym ciągnąc.  Zbliżyło się do mojego ucha. Czułem to! Czułem jak przygryza moją skórę w brutalny, niehumanitarny i ohydny sposób wyszarpując mi kawałek twarzy.
- Po co do tego wracałeś głuptasie? Tej sprawy już nie maaa…haha..aha.
- To sny…to przez snyyyyyy! On cierpi przez sny …Sny… Wizje. One go zabiją…!!! \
- Zamknij się…Oni tu są! Jestem tu…I on też ze mną jest!!! On też tutaj jeeeeeeeeeeeeeeeeest!!!!!!  
Coś z całej siły pchnęło swoje ostrza w mój kark krzycząc.
- Sny, sny, sny, sny, snyyy…One cię zabiją …
Rzekła postać o długich blond włosach… dziewczyna. Była młoda. Piękna. Jej niebieskie oczy świdrowały. Pełne radości. Uśmiechała się ciepło…przypominała mi Kate. Moją kochaną Kate!  Chcę do niej…pragnę jej ramion…zapachu…całego ciała. Głosu który tak koi moje nerwy... Czekoladowych , hipnotyzujących oczu wpatrujących się we mnie z taką miłością…
Zjawa zbliżyła swoją  twarz. Wyszczerzyła zęby. Wyszeptała coś. Coś czego nie byłem w stanie usłyszeć.  Podniosła głos o ton wyżej.
- One cię zabiją…Dan.
Uśmiech zniknął jej z twarzy. Zmarszczyła brwi.  Z jasnych włosów okalających delikatnie rysy dziewczyny, zmieniły się w kruczoczarne , pozlepiane w strąki , długie niczym macki  i gęste.  Na moich oczach  twarz zaczęła stawać się zdeformowana, bezkształtna, dosłownie mrożąca krew w  żyłach. Różowe, małe usta przyjęły kształt jakby  otworu ze zgniłej skóry  wyrytego w niewinnej dotąd twarzyczce.
- NIC JUŻ NIE WRÓCI DO NORMY!
Ryknęła śmiejąc się w niebogłosy. Uniosła ręce w górę. Wyglądała złowieszczo. Okropnie, przerażająco.  Była naga.  Kawałki jej zgniłej skóry odklejały się od ciała opadając z oślizgłym mlaśnięciem na niewidoczną podłogę.  Dłonie… raczej same pożółkłe kości zwinęły się w pięść.  Mój oddech drżał, klatka piersiowa poruszała się szybciej niż zwykle.  Potwór zbliżył się do mnie w sekundę dotykając mojej poszarpanej twarzy. Jęknąłem z bólu który rozszedł się po całym ciele.
- Tenebris.  Zostaw. On jest MÓJ.
Odtrąciła szkaradę. Wtedy ją zobaczyłem…a raczej TO.  Przypominało mi pająka. Poruszało się zwinnie, zgrabnie stawiając kroki swoimi czterema kończynami. Czarne, rzadkie włosy opadały mu na twarz.  Mimikę jaką tworzył ten twór przypominała uśmiech. Choć nie byłem do końca pewny czy był  to na pewno uśmiech czy może grymas niezadowolenia.  Krążył wokół mnie odstawiając jakieś dziwne ruchy.  Próbował wstać, ale nie mógł. Kończyny które miał na plecach i karku ciążyły.  Patrzył się łapczywie na moje ociekające krwią plecy. Oblizał długie szpony .  Zamknąłem oczy. To jest chore. To jakiś koszmar. Wcześniej wszystko widziałem ze mgłą. Nie dokładnie. A teraz  … to było tak realistyczne. Tak prawdziwe, że byłem gotów pożegnać się  z życiem.
- Ma takie ładne…żeberka…
Zachichotał psychodelicznie . Skrzywiłem się czując  dość niekomfortowy brak skóry i mięśni na plecach. Nie bolały już . Nie przejmowałem się tym. Głupie, prawda? Co ja w ogóle pieprzę?! Zaczynam tracić trzeźwe myślenie…Kiedy wreszcie umrę?
-  Zabiję go. Już się nie obudzi… Jest we śnie. We śnie w którym zostanie na zawsze kiedy już wyrwę mu jego serce…bijące…małe…bezbronne serce…
Ciągnęła „dziewczyna”  patrząc na czarne paznokcie. Mówiła to w taki sposób jakby opowiadała o  swoim byłym chłopaku który ją rzucił dla innej, ale ona się już nim nie przejęła.  Była wyluzowana. Nie spięta.   Wręcz rozbawiona.
-…a będę mógł go zjeść? Te kości...takie chrupiące…i jego dusza. Ciepła, miła, dobra dusza…ahhhh… pragnę tej duszy… czysta duszyczka…zbawienie…
- Ciało zostawię tobie, ale  duszą się podzielimy.
Ułożyła „usta” w uśmiech.  Przeszedł mnie dreszcz. O czym oni mówią? Kim są? Tenebris? Otarło mi się o uszy, ale ona? Kim ONA jest? Odzwierciedleniem śmierci? Czyli na mnie już czas? Pójdę do Piekła? Różne rzeczy przeszły mi przez głowę.  „Tej sprawy już nie ma”… chodziło mu o…o tą sprawę z przed 3 lat? Anniki Rupert? Zabójstwo… widok jej zmasakrowanego ciała , ścianach w pokoju oblepionych krwią. Zapach śmierci w powietrzu…  
PIP PIP PIP PIP
- Co jest do cholery?!! Wracaj tu!!!!! Nie uciekniesz panie policjancie od siedmiu boleści…WRACAAAAJ!!! Skończysz jak on!!!
Oboje wyciągnęli w moją stronę kończyny. Zacząłem się unosić. Całe moje ciało  pulsowało przeszywającym zimnym bólem. Chwyciłem się za głowę  krzycząc . Myślałem że moje ciało zaraz eksploduje…rozsadzało mnie od środka. W dole widziałem już tylko dwie czarne poświaty… Zamrugałem. Wreszcie.  Wreszcie mogłem zamrugać.
 PIP PIP PIP PIP…Dan? Dan?  
Ciche pikanie wymieszało się z głosem.  Coraz wyraźniejszym… To Kate. To głos mojej Katy…
- CO?!!
Krzyknąłem gdy zacząłem spadać w dół. O nie!!!  Leciałem z zawrotną szybkością. Nie chiałem tam wracać! Nie chcę wracać do tego…Nie poradzę sobie!
-Katy! Kateee! Kate! Słyszysz mnie?!!! Kateeee!
Ryczałem gorączkowo.  Po chwili uderzyłem o podłoże. Jakimś cudem było miękkie…jak pościel…materac…kołdra…
PIP PIP PIP PIP
Ale co to za dźwięk? Nie rozpoznaję  go…
- Danny? Dan? Ty żyjesz…ty żyjesz mój Boże ! Ty żyjesz …żyjesz…Myślałam…Jezu, walić to, ŻYJESZ!
Poczułem jak czyjeś ramiona obejmują mnie lekko. Zwilżyłem wargi, uchyliłem jedną górną powiekę, potem kolejną. Moja zatroskana żona leżała przy mnie łkając i wtulając się w moją pierś. Odetchnąłem. Pogłaskałem ją po głowie. Mój oddech był płytki, ale w miarę stabilny. Więc nie umarłem? Czyżbym żył? Czy to był tylko zły sen?  Poruszyłem się. Jęknąłem…moje plecy…
-  Spokojnie kochanie… Poradzimy sobie. Ze względu na wszystko będę cię kochać.
Chciałem jej powiedzieć…powiedzieć że też ją kocham…żeby została przy mnie…ale nie mogłem. Wypowiedzenie prze ze mnie jakiegokolwiek słowa … byłoby drogą cierniową… Twarz.  Czułem na niej bolesny ucisk bandaży. Dokładnie lewą część okalał biały materiał. Dotknąłem go.  Do oczu podeszły mi gorzkie łzy rozpaczy …spodziewałem się najgorszego...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Rozdział 2. Owiana wątpliwością.

Witajcie :) Kolejny rozdział!


Rozdział 2. Owiana wątpliwością.
 - Ostatnio czuję się obserwowany . 
Powiedział Sean szeptem , rozglądając się po swoim pokoju. Przez skype wydawał się mieć czarne włosy, choć upierał się przy ciemnym brązie.
- Przestań gadać głupoty jakieś. Halloween się zbliża. Może twoi dziadkowie cię odwiedzili?
Zarechotała dziewczyna o blond włosach z szerokim uśmiechem na twarzy.  Chłopak nie odwzajemnił uśmiechu. Ta spuściła wzrok i zaprzestała żartów przybierając poważny ton rozmowy.
- To wierutne bzdury.
Burknęła przygryzając górną wargę, wyglądając przy czym jak postać z horroru.
- Spotkajmy się wreszcie w realu, już wiem jak wyglądasz.
Posłał jej pytające spojrzenie i pokiwał  przecząco głową.  Uniosła dość ciemną jak na jej kolor włosów i rzęs  brew.
-  Ehh.
Zsunął kamerkę  swojego komputera na nogę która była od uda do końca cała w gipsie. Annika westchnęła.
-Też mi coś!
Zachichotała.
- Co ? Mam się targać kilka kilometrów z nogą w gipsie? Chyba śnisz!
Tym razem on też się zaśmiał. Krótko, ale intensywnie.  Annikę trochę to przeraziło, wzdrygnęła się tylko. To był naprawdę  dziwny śmiech. Uświadamiając sobie, że Sean czeka na jej odpowiedź z niecierpliwością, poganiającym wzrokiem, zaczęła mówić.
- Ostatnio…
Zaczęła. Czasami jak trwali w takiej nie zręcznej ciszy opowiadała swój dzień z życia w szkole . Oczywiście dobarwiała parę szczegółów . Inaczej zanudziłaby go na śmierć.
- Ci….
Zaczął  brunet.
-  Zaczekaj chwilę, muszę  coś załatwić. Moja mama przyszła.
Puścił jej oko. Jasnowłosa zarumieniła się lekko. Po niecałej minucie od jego nieobecności  przykuśtykał szybko.
- Kończę.
Rozłączył się . Annika nie zdążyła nawet odpowiedzieć. Nawet sklecić zwyczajnego „Pa pa” na pożegnanie. Zaniemówiła na moment. Odgarnęła włosy do tyłu mierzwiąc wysuszone końcówki włosów. Nie interesowało ją to. Nie była jedną z wielu tych pustych, bezustannie dbających o wygląd blondi, o których nasłyszała się już tuziny głupich żarcików. Z braku laku obróciła się na krześle kilka razy wpatrując się w błękitny sufit. Miała wrażenie że wirował cały świat. Po chwili poczuła się jakby miała ciężki ołów w czaszce. Zamknęła oczy. Wskoczyła na łóżko  odbijając się od miękkiego materacu niespodziewanie upadła na włochaty, zielony dywan. Jeszcze przez kilkanaście sekund kręciło jej się w głowie. Teraz leżała na dywanie smyrając go swoją prawą dłonią. Miała czasem swoje dziwactwa. Tylko jak większość z nas nikomu się do tego nie przyzna. Tak już jest. Nic na to się nie poradzi.  Uśmiechała się do siebie. Wzięła w dłoń e-booka którego dostała nie dawno na 15 urodziny. Włączyła go.  Nie działał. Zawsze było z nim coś nie tak, ale tym razem  to było nie do zniesienia. Zacisnęła szczęki. Sprzętowi elektrycznemu  się nie ufa. Uznała że woli książki. Takie zwyczajne z papieru. One się włączają i wyłączają, nie zacinają się ani nie wyładowuje im się bateria.  Przygryzła wargi.  
-  Do dupy  z takim czymś.
Powiedziała do siebie.
- Jutro się zabawię . Będzie zajebiście!
Klasnęła w dłonie.
- Haha! Mam strój który powali na kolana.
Zaśmiała się jeszcze raz głośniej niż kiedykolwiek .
-Wszystkich…wszystkich ich …powali.
Momentalnie zerwała się z zmyśleń unosząc brwi do góry. Podparła się rękoma o dywan. Nerwowo zadrgały jej knykcie, serce wybijało niestabilny rytm. Usłyszała tylko stłumione w jej klatce piersiowej „Bum, Bum ”. Przez całe jej ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz niepokoju.  Pociągnęła nosem. Poczuła się jak narkoman pragnący kolejnej działki kokainy.  Pociągnęła jeszcze raz. Zrelaksowało ją to. Tak. Relaksuje ją pociąganie nosem. Obejrzała się za siebie. Okno.  Za oknem nic specjalnego. Szarość.  Coś zaszeleściło. Obróciła głowę z powrotem. Dziwne . Nic nie ujrzała.  Drzwi od pokoju dziewczyny były zamknięte przez cały czas więc nikt nie mógł wejść ani wyjść. Skrzywiła się . Wzięła wdech i wydech. Pociągnięcie nosem. Po raz setny. Skoro nikogo tu nie ma …. W takim razie kto przed chwilą do niej przemówił?

Rozdział 1. Demony przeszłości.

Hej!  O to pierwszy rozdział mojego mrocznego, zagadkowego opowiadania! Mam nadzieje że będzie się wam podobać :-D Miłego czytania !  ^___^


 Rozdział. 1 Demony przeszłości.
    Dwie godziny przed śmiercią Annika Rupert   odbyła rozmowę z niezidentyfikowaną osobą o nicku  Dark_Side. Pisała z tym domniemanym osobnikiem już wcześniej. W rozmowach  wydawał się być zwyczajnym chłopakiem. To jak się do niego zwracała a mianowicie „Sean” jest prawdopodobnie jego imieniem. Nie można zidentyfikować IP komputera z którego Dark_Side wysyłał jej wiadomości. Zamiast adresu IP wyświetla się osiem zer. Sprawa została zamknięta 3 lata temu. Nikt nie wie i każdy zachodzi w głowę …kim jest , ale nikt nie zwrócił uwagi na szczegół. O czym przebiega dokładnie rozmowa na komunikatorze internetowym zwanym powszechnie SuperTalker.  „Jestem tu. I on…” Kim jest „on”?   Morderca który trzymał mu gnata przy głowie i kazał pisać takie rzeczy do  ofiary  brutalnego mordu temu biednemu chłopakowi a potem zabił go i ukradł wszystko co się dało i uciekł zacierając wszystkie ślady? Jest taka teoria nad którą i ja się gorączkowa zastanawiałem … Ale teraz tak nie uważam. To jest dziwnie I nie ma sensu. Wiem, że to brzmi nie co banalnie.  Z resztą... przeczytajcie to sami. Odbyło się to dnia 31.10.13 r.  Annika wróciła ze szkoły jak co dzień. Nie miała lekcji. Zamiast tego była jakaś impreza podajże Halloweenowa.  Czwartek. Zadowolona nastolatka wpada do domu uśmiechnięta , rozbawiona. Rozmawia z rodziną. Potem znika w swoim pokoju ok. godziny 21:35. 25 minut później odbywa się tajemnicza konwersacja….



Hej, co u ciebie? Wszystko gra?  ; )                                                                                                           22:00
Jestem tu. I on…                                                                                                                                              22:02
Kto?                                                                                                                                                                 22:06
Zamknij mordę.                                                                                                                                               22:10
Co ty do mnie piszesz?!                                                                                                                                22:10
Uciekaj od nich.                                                                                                                                                        22:20
Od kogo?                                                                                                                                                                22:21
Przestań . Skończ.                                                                                                                                        22:23
Możesz mi powiedzieć o co Ci chodzi??                                                                                                22:23
Obróć się.                                                                                                                                                        22:40
To są jakieś żarty tak  :-D ? Haha przestań. Nie mam ochoty na takie coś.                                 22:45
Obróć się. I napisz jak zobaczysz….to nie jest śmieszne...uciekaj….                                                  22:46
Ehh no dobra !                                                                                                                                                22:46
Mów. Mów mów,  mów,  mów, mów…                                                                                                          22:47
Widzę to.                                                                                                                                                       22:50
-------Użytkownik chwilowo niedostępny-------  22:51
           -------Użytkownik dostępny------- 23:30              
Tutaj rozmowa znów się zaczyna. Teraz to Annika dziwnie się zachowuje. Odpisuje po 40 minutach od zobaczenia „tego”.  Dark_Side wydaje się znowu normalnie komunikować. Annika jest w szoku.   
Próbuję spać. Sean proszę pozwól mi spać!                                                                                      23:32
O co ci chodzi???                                                                                                                                          23: 34
Pisałeś do mnie … skąd wiedziałeś?!                                                                                                           23:34
Co wiedziałem?                                                                                                                                                23:35
Że Ono tu jest.                                                                                                                                                23:40
Brałaś coś ? Wiesz że nastolatki nie mogą pić za dużo :D hę?                                                          23:41
Przestań,  spójrz w archiwum rozmów.                                                                                                 23:42
Po co?                                                                                                                                                                23:45
No spójrz!!!!                                                                                                                                                 23: 47
Ok!                                                                                                                                                                     23:47
Tu rozmowa urywa się. Potem żadne z nich już nic nie pisze. Na tym wszystko się kończy.  Prowadziłem śledztwo w sprawie 16-letniej Anniki Rupert.  Zawiodłem  nie tylko siebie ale też jej rodzinę która chce poznać mordercę. Przeczytali tą rozmowę i uznali że ćpała albo piła. Lecz w jej ciele… można raczej rzec … z tego co zostało z jej ciała pobraliśmy krew. Czysto. Więc ta opcja odpadła. Jej mama odchodziła od zmysłów. Prosiła mnie na kolanach abym znalazł i zamknął tego psychopatę do końca życia w najgorszym więzieniu jakie istnieje na ziemi. Obiecałem jej to, ale nie dotrzymałem słowa. .. Czułem się okropnie. Dziś nachodziły mnie sny . Chore i brutalne.  Krzyki, głośna muzyka w tle i czyiś psychopatyczny śmiech. Krew. Dużo krwi.  Nie mogę spać.

- Co taki nie wyspany?
Rzuciła Kate i pocałowała mnie w policzek. Westchnąłem . Spojrzała na mnie po czym odwróciła głowę.  Nie powiedziała nic. Podeszła do lodówki i otworzyła mocnym ruchem. Wyjęła jajka. Wbiła na patelnię. Dźwięk skwierczącego jedzenia przyprawił mnie o migrenę. Wyszedłem z kuchni najszybciej jak się dało. To brzmiało jak krzyk…jak ta psychodeliczna muzyka z mojego snu.  Nie mogłem dłużej tego słuchać.  Poszedłem do łazienki, opierając spocone dłonie o zlew uniosłem głowę od niechcenia. Co za cholerny koszmar. Ciemno fioletowa skóra okalała moje powieki. Myślałem że puszczę pawia. Przetarłem dłonią po twarzy deformując nos na czas dotyku palcami po skórze. Ludzkie. Normalne. Każdy tak ma więc nie czuję się jakimś wyjątkiem.
 - Dan śniadanie!
Usłyszałem stłumiony okrzyk pełen werwy. Moja żona. Pobraliśmy się  5 lat temu.  Jak ten czas szybko leci. Chciałbym go cofnąć .  I przeżyć od nowa…ale nie do końca….ten jeden rok . Jeden z tych pięciu  bym cofnął. I nigdy więcej nie wspominał.
- Dan !
Zacisnąłem lekko szczęki. Pamiętam. Ten dzień kiedy pierwszy raz zobaczyłam tak zmasakrowane szczątki ludzkie. Zacisnąłem  powieki. Pociągnąłem nosem. Dlaczego te obrazy wciąż wracają. Od 3 lat wciąż przychodzą do mnie prawie co noc. Nie mogę tego  wyrzucić z pamięci. Czuję się uwięziony we własnym umyśle.
 -Dan Hartford .
-To ja.
Odrzekł Dan skierowując wzrok na  detektywa. Ten nie wydawał się być miłym facetem. Szczególnie po tonacji w jego chrypiącym , tubalnym głosie który wręcz denerwował Dana swoją donośnością. Marszczył brwi za każdym razem gdy Jean się odzywał. Jak on nienawidzi tego głosu.  Chciał zatkać uszy, ale nie mógł. Szkoda.
-  Mogę liczyć na twoją pomoc?
- Tak detektywie.
Nie chciał oglądać miejsca zbrodni . A tym bardziej się nim zajmować . Liczył na jakiś soczysty kęs, ale w tym wypadku to wolał ledwie okruch. Przeczytał o tej sprawie co nie co. Wzdrygnął się lekko. Pomyślał o bezpieczeństwie swojej żony. Nie dawno poślubiona. Kocha ją i nie chce żeby coś jej się stało. Ta sprawa nie wydaje się być zwyczajnym przypadkowym zabójstwem. Wygląda na cos zaplanowanego…Stop! Przecież miał o tym nie myśleć!
- Podobno zbiera się do gardła jak się to ogląda ale to nasz obowiązek. Od tego tu jesteśmy!
Powiedział Jean oficjalnym tonem. Tego Dan tez nienawidzi. Zastanawia się czy tylko jego denerwuje głos starszego detektywa czy jego mózg  nie ma piątej klepki i powinien się leczyć na paranoję? No cóż. Uznał że to normalne i starał się słuchać jak najpilniej . Kto wie. Może rozwiązanie sprawy jest banalne i szybko to oleją. Miał taką nadzieję. Ciągnęło go do tego ale jednocześnie nie. To zdarzenie mąciło mu w głowie.
- Kiedy detektyw chce tam jechać?
Zapytał Antoine.
-Dzisiaj. Zaraz.
Posłał Danowi wzrok pełen wyższości. Ten tylko się uśmiechnął. Nie chciał źle wypaść. Dopiero zaczynał w tej branży.
- Masz Hartford.
Rzucił mu na biurko parę kartek z drobnym pismem. Na środku pisało drukowanym, wytłuszczonym napisem SUPERTALKER.  Wiedział że to komunikator. Sam go używa. A to pewnie wydruk rozmowy. Tylko zastanawiało go jak to się ma do morderstwa Anny czy jak jej tam. Pochwycił i spojrzał na detektywa. On poruszył wargami z czego Dan wyczytał słowo „ Zajrzyj” . Kiwnął głową jakby dostał pozwolenie i obszedł wzrokiem dwie kartki.
- Ten Dark_Side. Trzeba go namierzyć.
Odparł.
-Jest podejrzany…
Zająknął się. Co za żenada.  Nie stać go na więcej ?
- Rozmowa się urywa…o tu..
Serio Dan?! Ty idioto…
 Tak. To był ewidentnie najgorszy dzień w moim życiu. Początki  w policji. Śledczy. Nie doświadczony. Młody. Głupi. Nie powinienem się tym zajmować.  Zawiodłem nie tylko  zmarłą ,ale i też jej rodzinę.  To miało być wejście do mojej kariery policjanta. Wszystko spieprzyłem.


Pomyślała tylko o jednym. Żeby wdrapać się na najwyższy szczyt i skoczyć z niego w dół. To co zobaczyła przeszło ludzkie pojęcie. Przy zamkniętych drzwiach. Stało. To coś. Mroczne, obskurne. Czyste zło. Zadrżała. Odwróciła wzrok  z powrotem na ekran komputera.
Mów. Mów mów,  mów,  mów, mów…                                                                                                          22:47
Wyświetliła wiadomość i odpisała szybko ledwo nadążając za swoimi myślami.
Widzę to.                                                                                                                                                       22:50
Po czym zamknęła laptop. W pokoju  zapadła całkowita ciemność. Nie widziała już tego czegoś co trudno było nazwać człowiekiem.  Nie widziała już nic. Tylko ciemność i błoga cisza gdyż wszyscy domownicy o tej godzinie  już śpią.  Jej telefon leży na łóżku, ale ona nie może się poruszyć.  Mogłaby zadzwonić do kogoś ze znajomych i dodać sobie otuchy rozmawiając przez całą  noc o tym jakie szalone było dzisiejsze Halloween. Nic z tego. Sparaliżowana ze strachu czuje jak łzy ciekną jej po twarzy. Ma ochotę płakać. Boi się . To nie może dziać się naprawdę. Co to jest?  Co jest w jej pokoju i prawdopodobnie patrzy na nią właśnie w tej chwili?! Zamyka oczy i modli się. Choć dotąd uważała się za średnio wierzącą teraz czuła że Bóg mimo wszystko jej pomoże.  Nagle usłyszała bzyczenie. Otworzyła oczy. Ekran jej telefonu zajaśniał na minutę. Przyszedł sms. Od Elisy. Spojrzała ukradkiem na drzwi. Było.  To skurwysyństwo nadal tam stoi. Dotyka swoimi kończynami kawałek jej łóżka.  Zwęglona, spalona skóra . W niektórych miejscach widać było mięśnie .  Całe ciało było mocno owinięte drutem kolczastym. A twarz… To nie ma warg. Widać tylko różowe dziąsła , żółte zęby. Żadne kły , żadne ostrza w ustach. Tylko zwyczajne ludzkie zęby.  Nie ma oczu. Z tego co Annika widzi to pozostałości po nich. Zaszyte powieki. Kawałek  czegoś wbitego w głowę.   Nie zdąża zobaczyć więcej. Ekran smartfona gaśnie. Znów mrok.  Słyszy tylko swój oddech. I tego czegoś….


 Nie przychodziło mi do głowy to co ta dziewczyna mogła przeżyć i kto ją zabił . W taki sposób … bestialski , okrutny. Przecież nie miała żadnych wrogów.  Ta sprawa do dziś wzbudza kontrowersje…A ja? Zostałem z tym w głowie. Siedzi głęboko we mnie i nie daje mi spać od jakiegoś czasu. Czuje że muszę rozwiązać tą sprawę. Nie skończyłem jej. Zostawiłem jej rodzinę. Z tym wszystkim. Umiałem tylko mówić że będzie dobrze i znajdziemy tego człowieka który jej to zrobił…


Wszedłszy do pokoju 15-latki Jean i Dan skrzywili się obaj jak na zawołanie.
- Zaraz zwrócę  batoniki z dzieciństwa których już kurwa nie produkują od 30 lat…
Burknął Jean.  Danowi podszedł dzisiejszy lunch do gardła. Wziął głęboki oddech. Na tą chwilę nikogo nie było w domu. Jessika i Sean Rupertowie nie mogli dłużej zostać.  To co zobaczyli…było dla nich bolesnym ciosem i bez wątpienia wryło się w ich psychikę. Szczególnie jej matki. Jessiki, która zobaczyła ją rano leżącą na dywanie.
- Boże.
Odparł Dan bo tylko tyle był w stanie powiedzieć. Odwrócił wzrok od martwej dziewczyny.
- Nie mogę. Nie dam rady detektywie.
Powiedział surowo, przygryzając suche wargi. Te ciało…. Nie przypominało nawet ciała. Pozszywane powieki, metalowe imadło wbite w głowę. I ten drut. Drut kolczasty owijał ją od stóp do głów. Poprawka…tą zmieloną masę . W miarę widoczna została tylko twarz. Choć lepiej byłoby gdyby jej też by nie było widać.
-No dalej. Nie bądź ciotą!
Dan zmarszczył swoje brwi złowrogo. Jak on mógł powiedzieć do niego w taki sposób? Dan jest oburzony, ale nie daje po sobie tego poznać. Wymusza uśmiech. Wie kiedy to zrobić. Kiedy udawać  lecz czasem nie wychodzi mu to na dobre.
- Cuchnie jak wygląda.
Skwitował ponownie Jean.
- Czyli okropnie.
Dokończył myśl obrzydzony widokiem Dan.
- Trzeba rozwikłać tą pojebaną sprawę młody.
- Może pan nie przeklinać?
Zdziwiony starzy detektyw uśmiechnął się i poklepał po ramieniu.
- Przepraszam.
Odparł.
- To już taki złośliwy nawyk  w tym zawodzie.
 

-Kochanie! Wychodzę!
Powiedziała głośno Kate zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. W zasadzie tam gdzie jedzie w tej chwili powinna być już godzinę temu.  Przytaknąłem odruchowo mimo że tego nie widziała. Cholera. Nawet nie raczyłem jej odpowiedzieć.
- Ehh. No dalej wujku Google.
Burknąłem. Gdy przeglądarka uruchomiła się wpisałem frazę „Annika Rupert zabójstwo”.  Oczywiście masa zdjęć zmasakrowanego ciała. Wziąłem głęboki oddech żeby nie zwymiotować. Jasny gwint. Przecież widziałem to na żywo . Każdą tkankę a rusza mnie niedokładne zdjęcie jej głowy?  Sprawdziłem czy może nie ma o tym nic nowego? Może jakieś inne teorie?
-Nic nowego. NIC.
Pomyślałem na głos. Czasem już tak robię.   Znowu puste , głupie  . Nic konkretnego.    To pewnie dlatego że chodzi o Halloween.”  „Jakiś zmarły przyszedł i ją zaciupał XD” .   „ Boże jakie debile na tym forum…; ___ ;”.    Zmierzwiłem włosy. Rzeczywiście niektórzy inteligencją tu nie grzeszą.   Pogrzebałem jeszcze parę minut.  Po chwili bezczynnego szukania innych artykułów napatoczyłem się na coś co zaintrygowało moje detektywistyczne zmysły.  Wcisnąłem nagłówek zatytułowany  Dream of the Blood.   Od razu tego pożałowałem . Na cały ekran rozeszło się ohydne zdjęcie jakiejś kobiety. Prawdopodobnie kobiety. Wywnioskowałem po długich włosach.  Fotos wydawał się  być zrobiony telefonem, ale przecież tak ma to wyglądać. Realistycznie. Ten ktoś naprawdę miał dużą wyobraźnie żeby zmajstrować takie COŚ. Wyłączyłem to jak najszybciej. Nie mogłem tego wyciszyć mimo wielorakich prób mimo tego że wyszedłem z tej  głupiej strony.  „Pomooooooooooooooooocyyyyyyyyyyy!!!” . Krzyczała postać.  Zacząłem się pocić. Nie wiedziałem co mam zrobić.   W końcu zamknąłem laptopa trzęsącymi się dłońmi. Wiem co sobie myślisz. Jestem 30-latkiem który boi screamera zmontowanego przez gówniarzy z podstawówki, ale ten krzyk. Był tak prawdziwy. Zmroził mi krew w żyłach. Postanowiłem, że skończę  z tą sprawą już na zawsze.   Mimo tego iż  mój mózg mi na to nie pozwalał próbowałem znów o tym nie myśleć. Jestem idiotą.  Trzeba było się tym zająć 3 lata temu a nie grzebać w odmętach Internetu.  Po za tym prawdopodobnie zepsułem laptop który należy do Kate.  Nie powinna się z tego powodu gorączkować.  Nie jest z rodzaju kobiet które robią awanturę dosłownie o wszystko nawet o 1mm kurzu na podłodze.   Prędzej  bym zwariował niż miał żyć z taką dziewczyną. Westchnąłem. Zerknąłem na zegarek .  Środek dnia.  Sobota. Pora spać. Zebrać siły na cały ten tydzień. Choć wiem, że to praktycznie nie możliwe przez te koszmary, ale przynajmniej spróbuję.  
- Aaaa!
Zerwałem się na równe nogi wytrzeszczając oczy.  Gorączkowo rozglądnąłem się.  Przyłożyłem dłoń do ciepłego czoła.  Nie było gorące. Przygryzłem nerwowo wargi. Krzyk wydobył się ponownie. Znów nie wiadomo skąd. Wybiegłem przed dom tupiąc głośno wyleciałem jak lokomotywa na podwórze.  Uniosłem do góry brew.  Odetchnąłem z ulgą. Myślałem że to Kate. Wróciłem się do domu dysząc. Naprawdę mam dość  ostatnio stresujące życie mimo tego że jest weekend i powinienem wylegiwać się w łóżku. Zadzwonić do żony. Ona wróci. Rzuci się pod pościel razem ze mną…jej ciepłe ciało przylgnie do mojego. …
- AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
Ze strachu ugryzłem się w język.  Zawodzenia brzmią tak jakby dochodziły z łazienki.  Były coraz to głośniejsze i co chwile dawały po sobie znać.  Stałem  na środku salonu jak sierota. Zacisnąłem szczęki. Jeszcze jeden raz…
- Aghhfdhsgdysh!
- Dosyć!!!!!! Kimkolwiek jesteś wypad z mojego domu!!! Jestem ważną osobą w tym mieście do cholery!
Zrobiłem dużego susa do kuchni i wyciągnąłem nóż.  Był bliżej niż gnat który chowałem w specjalnym sejfie na górze.  Na to nie było czasu prawda? Przecież jestem z policji. Wspinam się na coraz to wyższe szczeble  swojej kariery .  Ścisnąłem tasak w dłoni i ruszyłem za głosem.  Coraz bliżej….bliżej….BLIŻEJ….zaraz…zaraz go dopadnę.  Uśmiechnąłem się do siebie. Kimkolwiek jest  ten „gość”,  pożałuje przyjścia do mojego domu.  Czułem swoje spocone dłonie.  Taaak. Adrenalina. Właśnie tego mi brakowało. Adrenaliny.  Jęczenie, tak głośne. Ktoś dosłownie wył z bólu prawdopodobnie w MOJEJ  łazience. Wziąłem głęboki oddech.  Przełknąłem ślinę. Byłem oparty o drewniane drzwi do łazienki. Wszystko było słychać. Dokładnie. Każdy dźwięk. Przygotowałem się . Naprężyłem każdy mięsień, zmarszczyłem brwi tak mocno że zaczęły się ze sobą stykać. Pora przywitać nieznajomego…
- No dalej szmato!!!
Wskoczyłem do łazienki agresywnie rozglądając się na boki. Krzyk ucichł. Słyszałem tylko…właściwie nic nie słyszałem. W tym zawodzie tak jak mawia mi Jean często się przeklina. A ja przez te lata pracy wzbogaciłem swój język o kilka uroczych wiązanek słownych.  
- No pokaż się do kurwy nędzy!!!
Ryknąłem. Czyżbym miał omamy?! Aż do tego stopnia bym nie zwariował. Przynajmniej tak sądzę… albo może…
- Chodź rozpruję cię na wylot!!! No dalej , chodź !!! Wydrzyj tą zasraną japę to może cię  znajdę! Gdzie się chowasz!!! Gdzie ?! No gdzie się chowasz???!! Gdzie…. No gdzie?
Chyba jednak potrzebuję specjalisty… Przetarłem mokre od potu czoło. Wciąż się rozglądając. Nic. Cisza. Słyszałem jedynie swój oddech.  Wziąłem głęboki wdech i wydech żeby się uspokoić.  Oparłem się o ścianę. Zamrugałem parę razy żeby doprowadzić się do względnego porządku psychicznego. Na razie był bałagan.
Rzuciłem nóż ze złością w kąt po czym  zazgrzytałem zębami słysząc płacz dochodzący z góry.   Postawiłem tam nie iść. Zostać tu. Czułem że to co tu było już stąd poszło…Ehh…co ja mówię!? Przecież tu nic nie ma, nie było i nie będzie!  Myślałem już że płacz mi się zdawał . Nie miałem zamiaru ani ochoty pójść na górę. A mianowicie dlatego, że ja i Kate nie mamy żadnego dziecka….