Rozdział. 4 Złudzenie
Napiętą i gęstą atmosferę w pokoju młodej Anniki można było kroić nożem. Cisza. Słyszała tylko swój oddech. Chwyciła się z klatkę piersiową. Poczuła w niej ból. Zakaszlała ostro przecinając powietrze w skroś swoim przenikliwym głosem. Czuła jak pulsuje jej gardło.
Wstała lekko się chwiejąc. Była wyczulona na każdy możliwy dźwięk. Na każde stęknięcie podłogi pod jej ciężarem. Przeczesała wzrokiem pokój jeszcze raz. Dla upewnienia zajrzała do rozległej szafy. Dłonie jej drżały.
- Po cholerę to robię?
Zaśmiała się by dodać sobie otuchy. Otworzyła szafę do połowy. Uznała że nie będzie gorączkowo obszukiwać całego pokoju. Może to były omamy ? Zamknęła ją zarzucając włosami. Wyszła z pomieszczenia zostawiając całą swoją negatywną energię skumulowaną w niej podczas zajścia , ale uczucie że coś lub ktoś ją obserwuje niebezpiecznie zakrzątało umysł nastolatki. Zbiegła na dół czując w powietrzu zapach cynamonu i pieczonych jabłek. Obserwując bacznie kuchnię nie dojrzała nikogo. Zmarszczyła brwi . Nie chciała być sama , na pewno nie w tej chwili… na pewno NIE teraz…
- Mamo!
Krzyknęła krzątając się po domu. Nic. Żadnego odzewu. Sprawdziła salon, łazienkę, sypialnię…ani śladu , nawet zapachu matczynych perfum które tak dobrze znała. Kupiła jej na 38 urodziny. Pamiętała ten dzień. Jeden z najlepszych dni w życiu… Nieśmiały i skryty uśmiech wpełznął na jej oblicze gdy przypomniała sobie te radosne chwile. Westchnęła. Jeszcze piwnica. Może rozwiesza pranie?
- Maaamoo?
Zapytała bardziej pewna siebie stawiając zdecydowane kroki. Schody w dół były wyłożone kafelkami w kolorze écru. Schodziła tiptopkami ponieważ bała się spaść . Kafelki były mokre, jakby pokryte śluzem. Krzywiąc się jak tylko mogła, zeszła po nich ostrożnie. Przygryzła wargi. Zostało kilka schodków, ale intuicja podpowiadała „Idź na górę!!! Idź na górę!” . Ciemna poświata kusiła , kusiła aby w nią wejść. Przecież to tylko piwnica, czego ma się bać? Ducha? Bazyliszka? A może Dementor z Harrego Pottera? Wyobraźnia płata figle. A przecież to co jest wyimaginowaną przez twój mózg rzeczą nie ma szansy wydostać się do świata rzeczywistego.
- Tak Ann?
Oczy młodej dziewczyny zaiskrzyły , zeszła szybciej zapalając światło gdzie popadnie.
- Tutaj jestem!
Annika wpełzła do pomieszczenia obok z nadzieja na zobaczenie rodzicielki. Rozejrzała się zaczynając już mówić…
- A te ciasto na górze jest dla kogo? Jak jacyś goście to mnie nie ma i pamiętaj…
Spojrzała w kierunku pralki. Pożałowała …pożałowała światła . Wolała już widzieć tylko ciemność. Zamknęła oczy i pisnęła uciekając w przeciwnym kierunku. Żółte ściany piwnicy zaczęły szarzeć i pękać. Próbowała się podeprzeć o barierkę którą zrobił je ojciec całkiem niedawno. Łkając była już tuż przy dębowych drzwiach . Chwyciła za mosiężną klamkę , jeszcze raz oglądnęła się za siebie widząc cień. Miłe, ciepłe oświetlenie ściemniało, dając tylko ciemnozieloną poświatę. Zza rogu coś zaczęło powoli wychylać głowę. Annika gorączkowo szarpnęła za rączkę klamki wpadając z hukiem do przedpokoju. Za nią gramoliła się bardzo powolnym krokiem postać. Słychać było tylko człapanie, jak niewiadomego pochodzenia śluz przylepia się do kończyn tajemniczego bytu. Oddychało ciężko. Blondwłosej pociekły rzewne łzy. Drzwi nie dało się domknąć. Kopała w nie , uderzała z całej siły. Zbliżało się. Zaraz ją dopadnie. A jeżeli to tylko sen to chce już się obudzić i nie zasnąć nigdy więcej. Krzyczała bo szkarada złapała ją za nogę. Wołała pomocy. Nikt nie usłyszał. Gardło piekło ją niemiłosiernie, całe ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa a mimo tego dzielnie kopała potwora próbując pozbyć się jego ohydnej dłoni z jej pulsującego uda. Wierzgała uderzając go praw podobnie w twarz. Nie patrzyła w tą stronę. Zaciskała powieki kiedy w ostateczności musiała się odwrócić i walnąć prosto między oczy. Mimo tego że nie widziała celowała prawie za każdym możliwym razem. Oddech drażnił jej suche i szczypiące gardło. Szarpała się , próbowała wykonywać wszystkie ruchy na raz aby tylko ją puściło. Puściło i zostawiło w spokoju. W pewnej chwili pomyślała jaka jest naiwna dając się nabrać przez TO COŚ. Serce wyrywało jej się z klatki piersiowej jakby chciało uciec z ciała żeby nie dostać się w łapy upiora. Annika powoli dawała za wygraną, lecz wciąż jeszcze robiła sobie nadzieję. Na darmo zdały się zaciekłe próby ucieczki. Brak siły = Brak walki . Tak zawsze mawiało mama. „ Skoro nie masz w sobie siły, nie możesz już dalej walczyć. Potem to już, będzie tylko jej imitacja…”. W takim razie po jaką cholerę dalej to ciągnąć? Jak i tak nie ma sensu?!!- pomyślała. Jej proste, jasne włosy opadały na mokre od potu czoło przyklejając się do twarzy. Zjawa ciągnęła zwiotczałe, opadnięte z jakich kolwiek sił blade ciało. Ann miała jeszcze świadomość co się dzieje. Oddychała płytko sunąc po zimnej powierzchni pomieszczenia które ze zwykłej piwnicy przemieniło się w esencje mroku. Każdy skrawek pawał śmiercią, zapach zgniłego mięsa. Twarz delikatnej dziewczyny obijała się o schodki które nie były już w tym miłym , jasnym kolorze tylko w głębokiej czerni. Z jękiem chwytała się szparek wydrążonych w poszarzałych ścianach , ale wkrótce potem odrywały jej się paznokcie.
- Przestań się tak gorączkować, nic ci już nie grozi…
Powiedział ochrypnięty, skrzeczący głos. Chciała zatkać uszy żeby już nie słuchać. Wsłuchała się w bicie swojego serca. Raz po raz. BUM….. BUM…..BUM…BUM…uspokoiła się. Teraz już nic nie miało znaczenia. Mogła umierać…odejść. Niech wreszcie ją zabije. Spokój. Ulga. Wszystko zmieszało się w jedność wirując wściekle.
- Tak. Już nic mi nie grozi…
Powtórzyła słowa i biernie odchodziła w objęcia Morfeusza. Jej dłonie dotykały miękkiego, puchowego dywanu. Pod zmrużone powieki dostało się ogrzewające , przyjazne światło. Zmierzyła apatycznie pokój w którym się znajduje . Za drzwiami słyszała mamę debatującą z zapałem przez telefon albo z gościem…nie ważne. Ważne że jest u siebie. WAŻNE że to był tylko zły koszmar….zły…zły sen…który już nie powróci….to wszystko nie istnieje…- Jak dobrze…och…jak dobrze…jestem z powrotem…- pomyślała na głos cichutko szepcząc do siebie z aluzyjnym uśmiechem. Sama już nie wie czy skoro to koszmar powinna obudzić się z krzykiem czy cieszyć się że „wróciła” z tej okropnej gehenny… przecież to złudzenie… nie ma się czego…czego bać…nie ma się czego…
Napiętą i gęstą atmosferę w pokoju młodej Anniki można było kroić nożem. Cisza. Słyszała tylko swój oddech. Chwyciła się z klatkę piersiową. Poczuła w niej ból. Zakaszlała ostro przecinając powietrze w skroś swoim przenikliwym głosem. Czuła jak pulsuje jej gardło.
Wstała lekko się chwiejąc. Była wyczulona na każdy możliwy dźwięk. Na każde stęknięcie podłogi pod jej ciężarem. Przeczesała wzrokiem pokój jeszcze raz. Dla upewnienia zajrzała do rozległej szafy. Dłonie jej drżały.
- Po cholerę to robię?
Zaśmiała się by dodać sobie otuchy. Otworzyła szafę do połowy. Uznała że nie będzie gorączkowo obszukiwać całego pokoju. Może to były omamy ? Zamknęła ją zarzucając włosami. Wyszła z pomieszczenia zostawiając całą swoją negatywną energię skumulowaną w niej podczas zajścia , ale uczucie że coś lub ktoś ją obserwuje niebezpiecznie zakrzątało umysł nastolatki. Zbiegła na dół czując w powietrzu zapach cynamonu i pieczonych jabłek. Obserwując bacznie kuchnię nie dojrzała nikogo. Zmarszczyła brwi . Nie chciała być sama , na pewno nie w tej chwili… na pewno NIE teraz…
- Mamo!
Krzyknęła krzątając się po domu. Nic. Żadnego odzewu. Sprawdziła salon, łazienkę, sypialnię…ani śladu , nawet zapachu matczynych perfum które tak dobrze znała. Kupiła jej na 38 urodziny. Pamiętała ten dzień. Jeden z najlepszych dni w życiu… Nieśmiały i skryty uśmiech wpełznął na jej oblicze gdy przypomniała sobie te radosne chwile. Westchnęła. Jeszcze piwnica. Może rozwiesza pranie?
- Maaamoo?
Zapytała bardziej pewna siebie stawiając zdecydowane kroki. Schody w dół były wyłożone kafelkami w kolorze écru. Schodziła tiptopkami ponieważ bała się spaść . Kafelki były mokre, jakby pokryte śluzem. Krzywiąc się jak tylko mogła, zeszła po nich ostrożnie. Przygryzła wargi. Zostało kilka schodków, ale intuicja podpowiadała „Idź na górę!!! Idź na górę!” . Ciemna poświata kusiła , kusiła aby w nią wejść. Przecież to tylko piwnica, czego ma się bać? Ducha? Bazyliszka? A może Dementor z Harrego Pottera? Wyobraźnia płata figle. A przecież to co jest wyimaginowaną przez twój mózg rzeczą nie ma szansy wydostać się do świata rzeczywistego.
- Tak Ann?
Oczy młodej dziewczyny zaiskrzyły , zeszła szybciej zapalając światło gdzie popadnie.
- Tutaj jestem!
Annika wpełzła do pomieszczenia obok z nadzieja na zobaczenie rodzicielki. Rozejrzała się zaczynając już mówić…
- A te ciasto na górze jest dla kogo? Jak jacyś goście to mnie nie ma i pamiętaj…
Spojrzała w kierunku pralki. Pożałowała …pożałowała światła . Wolała już widzieć tylko ciemność. Zamknęła oczy i pisnęła uciekając w przeciwnym kierunku. Żółte ściany piwnicy zaczęły szarzeć i pękać. Próbowała się podeprzeć o barierkę którą zrobił je ojciec całkiem niedawno. Łkając była już tuż przy dębowych drzwiach . Chwyciła za mosiężną klamkę , jeszcze raz oglądnęła się za siebie widząc cień. Miłe, ciepłe oświetlenie ściemniało, dając tylko ciemnozieloną poświatę. Zza rogu coś zaczęło powoli wychylać głowę. Annika gorączkowo szarpnęła za rączkę klamki wpadając z hukiem do przedpokoju. Za nią gramoliła się bardzo powolnym krokiem postać. Słychać było tylko człapanie, jak niewiadomego pochodzenia śluz przylepia się do kończyn tajemniczego bytu. Oddychało ciężko. Blondwłosej pociekły rzewne łzy. Drzwi nie dało się domknąć. Kopała w nie , uderzała z całej siły. Zbliżało się. Zaraz ją dopadnie. A jeżeli to tylko sen to chce już się obudzić i nie zasnąć nigdy więcej. Krzyczała bo szkarada złapała ją za nogę. Wołała pomocy. Nikt nie usłyszał. Gardło piekło ją niemiłosiernie, całe ciało zaczęło odmawiać posłuszeństwa a mimo tego dzielnie kopała potwora próbując pozbyć się jego ohydnej dłoni z jej pulsującego uda. Wierzgała uderzając go praw podobnie w twarz. Nie patrzyła w tą stronę. Zaciskała powieki kiedy w ostateczności musiała się odwrócić i walnąć prosto między oczy. Mimo tego że nie widziała celowała prawie za każdym możliwym razem. Oddech drażnił jej suche i szczypiące gardło. Szarpała się , próbowała wykonywać wszystkie ruchy na raz aby tylko ją puściło. Puściło i zostawiło w spokoju. W pewnej chwili pomyślała jaka jest naiwna dając się nabrać przez TO COŚ. Serce wyrywało jej się z klatki piersiowej jakby chciało uciec z ciała żeby nie dostać się w łapy upiora. Annika powoli dawała za wygraną, lecz wciąż jeszcze robiła sobie nadzieję. Na darmo zdały się zaciekłe próby ucieczki. Brak siły = Brak walki . Tak zawsze mawiało mama. „ Skoro nie masz w sobie siły, nie możesz już dalej walczyć. Potem to już, będzie tylko jej imitacja…”. W takim razie po jaką cholerę dalej to ciągnąć? Jak i tak nie ma sensu?!!- pomyślała. Jej proste, jasne włosy opadały na mokre od potu czoło przyklejając się do twarzy. Zjawa ciągnęła zwiotczałe, opadnięte z jakich kolwiek sił blade ciało. Ann miała jeszcze świadomość co się dzieje. Oddychała płytko sunąc po zimnej powierzchni pomieszczenia które ze zwykłej piwnicy przemieniło się w esencje mroku. Każdy skrawek pawał śmiercią, zapach zgniłego mięsa. Twarz delikatnej dziewczyny obijała się o schodki które nie były już w tym miłym , jasnym kolorze tylko w głębokiej czerni. Z jękiem chwytała się szparek wydrążonych w poszarzałych ścianach , ale wkrótce potem odrywały jej się paznokcie.
- Przestań się tak gorączkować, nic ci już nie grozi…
Powiedział ochrypnięty, skrzeczący głos. Chciała zatkać uszy żeby już nie słuchać. Wsłuchała się w bicie swojego serca. Raz po raz. BUM….. BUM…..BUM…BUM…uspokoiła się. Teraz już nic nie miało znaczenia. Mogła umierać…odejść. Niech wreszcie ją zabije. Spokój. Ulga. Wszystko zmieszało się w jedność wirując wściekle.
- Tak. Już nic mi nie grozi…
Powtórzyła słowa i biernie odchodziła w objęcia Morfeusza. Jej dłonie dotykały miękkiego, puchowego dywanu. Pod zmrużone powieki dostało się ogrzewające , przyjazne światło. Zmierzyła apatycznie pokój w którym się znajduje . Za drzwiami słyszała mamę debatującą z zapałem przez telefon albo z gościem…nie ważne. Ważne że jest u siebie. WAŻNE że to był tylko zły koszmar….zły…zły sen…który już nie powróci….to wszystko nie istnieje…- Jak dobrze…och…jak dobrze…jestem z powrotem…- pomyślała na głos cichutko szepcząc do siebie z aluzyjnym uśmiechem. Sama już nie wie czy skoro to koszmar powinna obudzić się z krzykiem czy cieszyć się że „wróciła” z tej okropnej gehenny… przecież to złudzenie… nie ma się czego…czego bać…nie ma się czego…