Rozdział. 1 Demony przeszłości.
Dwie
godziny przed śmiercią Annika Rupert odbyła rozmowę z niezidentyfikowaną osobą o
nicku Dark_Side. Pisała z tym
domniemanym osobnikiem już wcześniej. W rozmowach wydawał się być zwyczajnym chłopakiem. To jak
się do niego zwracała a mianowicie „Sean” jest prawdopodobnie jego imieniem. Nie
można zidentyfikować IP komputera z którego Dark_Side wysyłał jej wiadomości.
Zamiast adresu IP wyświetla się osiem zer. Sprawa została zamknięta 3 lata
temu. Nikt nie wie i każdy zachodzi w głowę …kim jest , ale nikt nie zwrócił
uwagi na szczegół. O czym przebiega dokładnie rozmowa na komunikatorze
internetowym zwanym powszechnie SuperTalker. „Jestem tu. I on…” Kim jest „on”? Morderca który trzymał mu gnata przy głowie
i kazał pisać takie rzeczy do ofiary brutalnego mordu temu biednemu chłopakowi a
potem zabił go i ukradł wszystko co się dało i uciekł zacierając wszystkie ślady?
Jest taka teoria nad którą i ja się gorączkowa zastanawiałem … Ale teraz tak
nie uważam. To jest dziwnie I nie ma sensu. Wiem, że to brzmi nie co
banalnie. Z resztą... przeczytajcie to
sami. Odbyło się to dnia 31.10.13 r. Annika wróciła ze szkoły jak co dzień. Nie
miała lekcji. Zamiast tego była jakaś impreza podajże Halloweenowa. Czwartek. Zadowolona nastolatka wpada do domu
uśmiechnięta , rozbawiona. Rozmawia z rodziną. Potem znika w swoim pokoju ok.
godziny 21:35. 25 minut później odbywa się tajemnicza konwersacja….
Hej,
co u ciebie? Wszystko gra? ; )
22:00
Jestem
tu. I on…
22:02
Kto?
22:06
Zamknij
mordę.
22:10
Co
ty do mnie piszesz?! 22:10
Uciekaj
od nich. 22:20
Od
kogo?
22:21
Przestań
. Skończ. 22:23
Możesz
mi powiedzieć o co Ci chodzi??
22:23
Obróć
się. 22:40
To
są jakieś żarty tak :-D ? Haha przestań.
Nie mam ochoty na takie coś. 22:45
Obróć
się. I napisz jak zobaczysz….to nie jest śmieszne...uciekaj….
22:46
Ehh
no dobra ! 22:46
Mów.
Mów mów, mów, mów, mów…
22:47
Widzę
to.
22:50
-------Użytkownik
chwilowo niedostępny------- 22:51
-------Użytkownik dostępny-------
23:30
Tutaj rozmowa znów się zaczyna. Teraz to
Annika dziwnie się zachowuje. Odpisuje po 40 minutach od zobaczenia „tego”. Dark_Side wydaje się znowu normalnie
komunikować. Annika jest w szoku.
Próbuję
spać. Sean proszę pozwól mi spać!
23:32
O
co ci chodzi??? 23:
34
Pisałeś
do mnie … skąd wiedziałeś?!
23:34
Co
wiedziałem? 23:35
Że
Ono tu jest. 23:40
Brałaś
coś ? Wiesz że nastolatki nie mogą pić za dużo :D hę? 23:41
Przestań,
spójrz w archiwum rozmów.
23:42
Po
co?
23:45
No
spójrz!!!! 23:
47
Ok!
23:47
Tu rozmowa urywa się. Potem żadne z nich już
nic nie pisze. Na tym wszystko się kończy. Prowadziłem śledztwo w sprawie 16-letniej
Anniki Rupert. Zawiodłem nie tylko siebie ale też jej rodzinę która
chce poznać mordercę. Przeczytali tą rozmowę i uznali że ćpała albo piła. Lecz
w jej ciele… można raczej rzec … z tego co zostało z jej ciała pobraliśmy krew.
Czysto. Więc ta opcja odpadła. Jej mama odchodziła od zmysłów. Prosiła mnie na
kolanach abym znalazł i zamknął tego psychopatę do końca życia w najgorszym
więzieniu jakie istnieje na ziemi. Obiecałem jej to, ale nie dotrzymałem słowa.
.. Czułem się okropnie. Dziś nachodziły mnie sny . Chore i brutalne. Krzyki, głośna muzyka w tle i czyiś
psychopatyczny śmiech. Krew. Dużo krwi.
Nie mogę spać.
- Co taki nie wyspany?
Rzuciła Kate i pocałowała mnie w policzek.
Westchnąłem . Spojrzała na mnie po czym odwróciła głowę. Nie powiedziała nic. Podeszła do lodówki i
otworzyła mocnym ruchem. Wyjęła jajka. Wbiła na patelnię. Dźwięk skwierczącego
jedzenia przyprawił mnie o migrenę. Wyszedłem z kuchni najszybciej jak się
dało. To brzmiało jak krzyk…jak ta psychodeliczna muzyka z mojego snu. Nie mogłem dłużej tego słuchać. Poszedłem do łazienki, opierając spocone
dłonie o zlew uniosłem głowę od niechcenia. Co za cholerny koszmar. Ciemno
fioletowa skóra okalała moje powieki. Myślałem że puszczę pawia. Przetarłem
dłonią po twarzy deformując nos na czas dotyku palcami po skórze. Ludzkie.
Normalne. Każdy tak ma więc nie czuję się jakimś wyjątkiem.
- Dan śniadanie!
Usłyszałem stłumiony okrzyk pełen werwy. Moja żona. Pobraliśmy się 5 lat temu. Jak ten czas szybko leci. Chciałbym go cofnąć . I przeżyć od nowa…ale nie do końca….ten jeden rok . Jeden z tych pięciu bym cofnął. I nigdy więcej nie wspominał.
- Dan !
Zacisnąłem lekko szczęki. Pamiętam. Ten dzień kiedy pierwszy raz zobaczyłam tak zmasakrowane szczątki ludzkie. Zacisnąłem powieki. Pociągnąłem nosem. Dlaczego te obrazy wciąż wracają. Od 3 lat wciąż przychodzą do mnie prawie co noc. Nie mogę tego wyrzucić z pamięci. Czuję się uwięziony we własnym umyśle.
- Dan śniadanie!
Usłyszałem stłumiony okrzyk pełen werwy. Moja żona. Pobraliśmy się 5 lat temu. Jak ten czas szybko leci. Chciałbym go cofnąć . I przeżyć od nowa…ale nie do końca….ten jeden rok . Jeden z tych pięciu bym cofnął. I nigdy więcej nie wspominał.
- Dan !
Zacisnąłem lekko szczęki. Pamiętam. Ten dzień kiedy pierwszy raz zobaczyłam tak zmasakrowane szczątki ludzkie. Zacisnąłem powieki. Pociągnąłem nosem. Dlaczego te obrazy wciąż wracają. Od 3 lat wciąż przychodzą do mnie prawie co noc. Nie mogę tego wyrzucić z pamięci. Czuję się uwięziony we własnym umyśle.
-Dan Hartford .
-To ja.
Odrzekł Dan skierowując wzrok na detektywa. Ten nie wydawał się być miłym facetem. Szczególnie po tonacji w jego chrypiącym , tubalnym głosie który wręcz denerwował Dana swoją donośnością. Marszczył brwi za każdym razem gdy Jean się odzywał. Jak on nienawidzi tego głosu. Chciał zatkać uszy, ale nie mógł. Szkoda.
- Mogę liczyć na twoją pomoc?
- Tak detektywie.
Nie chciał oglądać miejsca zbrodni . A tym bardziej się nim zajmować . Liczył na jakiś soczysty kęs, ale w tym wypadku to wolał ledwie okruch. Przeczytał o tej sprawie co nie co. Wzdrygnął się lekko. Pomyślał o bezpieczeństwie swojej żony. Nie dawno poślubiona. Kocha ją i nie chce żeby coś jej się stało. Ta sprawa nie wydaje się być zwyczajnym przypadkowym zabójstwem. Wygląda na cos zaplanowanego…Stop! Przecież miał o tym nie myśleć!
- Podobno zbiera się do gardła jak się to ogląda ale to nasz obowiązek. Od tego tu jesteśmy!
Powiedział Jean oficjalnym tonem. Tego Dan tez nienawidzi. Zastanawia się czy tylko jego denerwuje głos starszego detektywa czy jego mózg nie ma piątej klepki i powinien się leczyć na paranoję? No cóż. Uznał że to normalne i starał się słuchać jak najpilniej . Kto wie. Może rozwiązanie sprawy jest banalne i szybko to oleją. Miał taką nadzieję. Ciągnęło go do tego ale jednocześnie nie. To zdarzenie mąciło mu w głowie.
- Kiedy detektyw chce tam jechać?
Zapytał Antoine.
-Dzisiaj. Zaraz.
Posłał Danowi wzrok pełen wyższości. Ten tylko się uśmiechnął. Nie chciał źle wypaść. Dopiero zaczynał w tej branży.
- Masz Hartford.
Rzucił mu na biurko parę kartek z drobnym pismem. Na środku pisało drukowanym, wytłuszczonym napisem SUPERTALKER. Wiedział że to komunikator. Sam go używa. A to pewnie wydruk rozmowy. Tylko zastanawiało go jak to się ma do morderstwa Anny czy jak jej tam. Pochwycił i spojrzał na detektywa. On poruszył wargami z czego Dan wyczytał słowo „ Zajrzyj” . Kiwnął głową jakby dostał pozwolenie i obszedł wzrokiem dwie kartki.
- Ten Dark_Side. Trzeba go namierzyć.
Odparł.
-Jest podejrzany…
Zająknął się. Co za żenada. Nie stać go na więcej ?
- Rozmowa się urywa…o tu..
Serio Dan?! Ty idioto…
-To ja.
Odrzekł Dan skierowując wzrok na detektywa. Ten nie wydawał się być miłym facetem. Szczególnie po tonacji w jego chrypiącym , tubalnym głosie który wręcz denerwował Dana swoją donośnością. Marszczył brwi za każdym razem gdy Jean się odzywał. Jak on nienawidzi tego głosu. Chciał zatkać uszy, ale nie mógł. Szkoda.
- Mogę liczyć na twoją pomoc?
- Tak detektywie.
Nie chciał oglądać miejsca zbrodni . A tym bardziej się nim zajmować . Liczył na jakiś soczysty kęs, ale w tym wypadku to wolał ledwie okruch. Przeczytał o tej sprawie co nie co. Wzdrygnął się lekko. Pomyślał o bezpieczeństwie swojej żony. Nie dawno poślubiona. Kocha ją i nie chce żeby coś jej się stało. Ta sprawa nie wydaje się być zwyczajnym przypadkowym zabójstwem. Wygląda na cos zaplanowanego…Stop! Przecież miał o tym nie myśleć!
- Podobno zbiera się do gardła jak się to ogląda ale to nasz obowiązek. Od tego tu jesteśmy!
Powiedział Jean oficjalnym tonem. Tego Dan tez nienawidzi. Zastanawia się czy tylko jego denerwuje głos starszego detektywa czy jego mózg nie ma piątej klepki i powinien się leczyć na paranoję? No cóż. Uznał że to normalne i starał się słuchać jak najpilniej . Kto wie. Może rozwiązanie sprawy jest banalne i szybko to oleją. Miał taką nadzieję. Ciągnęło go do tego ale jednocześnie nie. To zdarzenie mąciło mu w głowie.
- Kiedy detektyw chce tam jechać?
Zapytał Antoine.
-Dzisiaj. Zaraz.
Posłał Danowi wzrok pełen wyższości. Ten tylko się uśmiechnął. Nie chciał źle wypaść. Dopiero zaczynał w tej branży.
- Masz Hartford.
Rzucił mu na biurko parę kartek z drobnym pismem. Na środku pisało drukowanym, wytłuszczonym napisem SUPERTALKER. Wiedział że to komunikator. Sam go używa. A to pewnie wydruk rozmowy. Tylko zastanawiało go jak to się ma do morderstwa Anny czy jak jej tam. Pochwycił i spojrzał na detektywa. On poruszył wargami z czego Dan wyczytał słowo „ Zajrzyj” . Kiwnął głową jakby dostał pozwolenie i obszedł wzrokiem dwie kartki.
- Ten Dark_Side. Trzeba go namierzyć.
Odparł.
-Jest podejrzany…
Zająknął się. Co za żenada. Nie stać go na więcej ?
- Rozmowa się urywa…o tu..
Serio Dan?! Ty idioto…
Tak.
To był ewidentnie najgorszy dzień w moim życiu. Początki w policji. Śledczy. Nie doświadczony. Młody.
Głupi. Nie powinienem się tym zajmować.
Zawiodłem nie tylko zmarłą ,ale i
też jej rodzinę. To miało być wejście do
mojej kariery policjanta. Wszystko spieprzyłem.
Pomyślała tylko o jednym. Żeby wdrapać się na
najwyższy szczyt i skoczyć z niego w dół. To co zobaczyła przeszło ludzkie
pojęcie. Przy zamkniętych drzwiach. Stało. To coś. Mroczne, obskurne. Czyste
zło. Zadrżała. Odwróciła wzrok z powrotem
na ekran komputera.
Mów.
Mów mów, mów, mów, mów…
22:47
Wyświetliła wiadomość i odpisała szybko ledwo
nadążając za swoimi myślami.
Widzę
to. 22:50
Po czym zamknęła laptop. W pokoju zapadła całkowita ciemność. Nie widziała już
tego czegoś co trudno było nazwać człowiekiem.
Nie widziała już nic. Tylko ciemność i błoga cisza gdyż wszyscy
domownicy o tej godzinie już śpią. Jej telefon leży na łóżku, ale ona nie może
się poruszyć. Mogłaby zadzwonić do kogoś
ze znajomych i dodać sobie otuchy rozmawiając przez całą noc o tym jakie szalone było dzisiejsze
Halloween. Nic z tego. Sparaliżowana ze strachu czuje jak łzy ciekną jej po
twarzy. Ma ochotę płakać. Boi się . To nie może dziać się naprawdę. Co to
jest? Co jest w jej pokoju i
prawdopodobnie patrzy na nią właśnie w tej chwili?! Zamyka oczy i modli się.
Choć dotąd uważała się za średnio wierzącą teraz czuła że Bóg mimo wszystko jej
pomoże. Nagle usłyszała bzyczenie.
Otworzyła oczy. Ekran jej telefonu zajaśniał na minutę. Przyszedł sms. Od
Elisy. Spojrzała ukradkiem na drzwi. Było. To skurwysyństwo nadal tam stoi. Dotyka swoimi
kończynami kawałek jej łóżka. Zwęglona,
spalona skóra . W niektórych miejscach widać było mięśnie . Całe ciało było mocno owinięte drutem
kolczastym. A twarz… To nie ma warg. Widać tylko różowe dziąsła , żółte zęby.
Żadne kły , żadne ostrza w ustach. Tylko zwyczajne ludzkie zęby. Nie ma oczu. Z tego co Annika widzi to
pozostałości po nich. Zaszyte powieki. Kawałek
czegoś wbitego w głowę. Nie zdąża zobaczyć więcej. Ekran smartfona
gaśnie. Znów mrok. Słyszy tylko swój
oddech. I tego czegoś….
Nie przychodziło mi do głowy to co ta dziewczyna mogła przeżyć i kto ją zabił . W taki sposób … bestialski , okrutny. Przecież nie miała żadnych wrogów. Ta sprawa do dziś wzbudza kontrowersje…A ja? Zostałem z tym w głowie. Siedzi głęboko we mnie i nie daje mi spać od jakiegoś czasu. Czuje że muszę rozwiązać tą sprawę. Nie skończyłem jej. Zostawiłem jej rodzinę. Z tym wszystkim. Umiałem tylko mówić że będzie dobrze i znajdziemy tego człowieka który jej to zrobił…
Wszedłszy
do pokoju 15-latki Jean i Dan skrzywili się obaj jak na zawołanie.
- Zaraz zwrócę batoniki z dzieciństwa których już kurwa nie produkują od 30 lat…
Burknął Jean. Danowi podszedł dzisiejszy lunch do gardła. Wziął głęboki oddech. Na tą chwilę nikogo nie było w domu. Jessika i Sean Rupertowie nie mogli dłużej zostać. To co zobaczyli…było dla nich bolesnym ciosem i bez wątpienia wryło się w ich psychikę. Szczególnie jej matki. Jessiki, która zobaczyła ją rano leżącą na dywanie.
- Boże.
Odparł Dan bo tylko tyle był w stanie powiedzieć. Odwrócił wzrok od martwej dziewczyny.
- Nie mogę. Nie dam rady detektywie.
Powiedział surowo, przygryzając suche wargi. Te ciało…. Nie przypominało nawet ciała. Pozszywane powieki, metalowe imadło wbite w głowę. I ten drut. Drut kolczasty owijał ją od stóp do głów. Poprawka…tą zmieloną masę . W miarę widoczna została tylko twarz. Choć lepiej byłoby gdyby jej też by nie było widać.
-No dalej. Nie bądź ciotą!
Dan zmarszczył swoje brwi złowrogo. Jak on mógł powiedzieć do niego w taki sposób? Dan jest oburzony, ale nie daje po sobie tego poznać. Wymusza uśmiech. Wie kiedy to zrobić. Kiedy udawać lecz czasem nie wychodzi mu to na dobre.
- Cuchnie jak wygląda.
Skwitował ponownie Jean.
- Czyli okropnie.
Dokończył myśl obrzydzony widokiem Dan.
- Trzeba rozwikłać tą pojebaną sprawę młody.
- Może pan nie przeklinać?
Zdziwiony starzy detektyw uśmiechnął się i poklepał po ramieniu.
- Przepraszam.
Odparł.
- To już taki złośliwy nawyk w tym zawodzie.
- Zaraz zwrócę batoniki z dzieciństwa których już kurwa nie produkują od 30 lat…
Burknął Jean. Danowi podszedł dzisiejszy lunch do gardła. Wziął głęboki oddech. Na tą chwilę nikogo nie było w domu. Jessika i Sean Rupertowie nie mogli dłużej zostać. To co zobaczyli…było dla nich bolesnym ciosem i bez wątpienia wryło się w ich psychikę. Szczególnie jej matki. Jessiki, która zobaczyła ją rano leżącą na dywanie.
- Boże.
Odparł Dan bo tylko tyle był w stanie powiedzieć. Odwrócił wzrok od martwej dziewczyny.
- Nie mogę. Nie dam rady detektywie.
Powiedział surowo, przygryzając suche wargi. Te ciało…. Nie przypominało nawet ciała. Pozszywane powieki, metalowe imadło wbite w głowę. I ten drut. Drut kolczasty owijał ją od stóp do głów. Poprawka…tą zmieloną masę . W miarę widoczna została tylko twarz. Choć lepiej byłoby gdyby jej też by nie było widać.
-No dalej. Nie bądź ciotą!
Dan zmarszczył swoje brwi złowrogo. Jak on mógł powiedzieć do niego w taki sposób? Dan jest oburzony, ale nie daje po sobie tego poznać. Wymusza uśmiech. Wie kiedy to zrobić. Kiedy udawać lecz czasem nie wychodzi mu to na dobre.
- Cuchnie jak wygląda.
Skwitował ponownie Jean.
- Czyli okropnie.
Dokończył myśl obrzydzony widokiem Dan.
- Trzeba rozwikłać tą pojebaną sprawę młody.
- Może pan nie przeklinać?
Zdziwiony starzy detektyw uśmiechnął się i poklepał po ramieniu.
- Przepraszam.
Odparł.
- To już taki złośliwy nawyk w tym zawodzie.
-Kochanie! Wychodzę!
Powiedziała głośno Kate zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. W zasadzie tam gdzie jedzie w tej chwili powinna być już godzinę temu. Przytaknąłem odruchowo mimo że tego nie widziała. Cholera. Nawet nie raczyłem jej odpowiedzieć.
- Ehh. No dalej wujku Google.
Burknąłem. Gdy przeglądarka uruchomiła się wpisałem frazę „Annika Rupert zabójstwo”. Oczywiście masa zdjęć zmasakrowanego ciała. Wziąłem głęboki oddech żeby nie zwymiotować. Jasny gwint. Przecież widziałem to na żywo . Każdą tkankę a rusza mnie niedokładne zdjęcie jej głowy? Sprawdziłem czy może nie ma o tym nic nowego? Może jakieś inne teorie?
-Nic nowego. NIC.
Pomyślałem na głos. Czasem już tak robię. Znowu puste , głupie . Nic konkretnego. „ To pewnie dlatego że chodzi o Halloween.” „Jakiś zmarły przyszedł i ją zaciupał XD” . „ Boże jakie debile na tym forum…; ___ ;”. Zmierzwiłem włosy. Rzeczywiście niektórzy inteligencją tu nie grzeszą. Pogrzebałem jeszcze parę minut. Po chwili bezczynnego szukania innych artykułów napatoczyłem się na coś co zaintrygowało moje detektywistyczne zmysły. Wcisnąłem nagłówek zatytułowany Dream of the Blood. Od razu tego pożałowałem . Na cały ekran rozeszło się ohydne zdjęcie jakiejś kobiety. Prawdopodobnie kobiety. Wywnioskowałem po długich włosach. Fotos wydawał się być zrobiony telefonem, ale przecież tak ma to wyglądać. Realistycznie. Ten ktoś naprawdę miał dużą wyobraźnie żeby zmajstrować takie COŚ. Wyłączyłem to jak najszybciej. Nie mogłem tego wyciszyć mimo wielorakich prób mimo tego że wyszedłem z tej głupiej strony. „Pomooooooooooooooooocyyyyyyyyyyy!!!” . Krzyczała postać. Zacząłem się pocić. Nie wiedziałem co mam zrobić. W końcu zamknąłem laptopa trzęsącymi się dłońmi. Wiem co sobie myślisz. Jestem 30-latkiem który boi screamera zmontowanego przez gówniarzy z podstawówki, ale ten krzyk. Był tak prawdziwy. Zmroził mi krew w żyłach. Postanowiłem, że skończę z tą sprawą już na zawsze. Mimo tego iż mój mózg mi na to nie pozwalał próbowałem znów o tym nie myśleć. Jestem idiotą. Trzeba było się tym zająć 3 lata temu a nie grzebać w odmętach Internetu. Po za tym prawdopodobnie zepsułem laptop który należy do Kate. Nie powinna się z tego powodu gorączkować. Nie jest z rodzaju kobiet które robią awanturę dosłownie o wszystko nawet o 1mm kurzu na podłodze. Prędzej bym zwariował niż miał żyć z taką dziewczyną. Westchnąłem. Zerknąłem na zegarek . Środek dnia. Sobota. Pora spać. Zebrać siły na cały ten tydzień. Choć wiem, że to praktycznie nie możliwe przez te koszmary, ale przynajmniej spróbuję.
- Aaaa!
Zerwałem się na równe nogi wytrzeszczając oczy. Gorączkowo rozglądnąłem się. Przyłożyłem dłoń do ciepłego czoła. Nie było gorące. Przygryzłem nerwowo wargi. Krzyk wydobył się ponownie. Znów nie wiadomo skąd. Wybiegłem przed dom tupiąc głośno wyleciałem jak lokomotywa na podwórze. Uniosłem do góry brew. Odetchnąłem z ulgą. Myślałem że to Kate. Wróciłem się do domu dysząc. Naprawdę mam dość ostatnio stresujące życie mimo tego że jest weekend i powinienem wylegiwać się w łóżku. Zadzwonić do żony. Ona wróci. Rzuci się pod pościel razem ze mną…jej ciepłe ciało przylgnie do mojego. …
- AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
Ze strachu ugryzłem się w język. Zawodzenia brzmią tak jakby dochodziły z łazienki. Były coraz to głośniejsze i co chwile dawały po sobie znać. Stałem na środku salonu jak sierota. Zacisnąłem szczęki. Jeszcze jeden raz…
- Aghhfdhsgdysh!
- Dosyć!!!!!! Kimkolwiek jesteś wypad z mojego domu!!! Jestem ważną osobą w tym mieście do cholery!
Zrobiłem dużego susa do kuchni i wyciągnąłem nóż. Był bliżej niż gnat który chowałem w specjalnym sejfie na górze. Na to nie było czasu prawda? Przecież jestem z policji. Wspinam się na coraz to wyższe szczeble swojej kariery . Ścisnąłem tasak w dłoni i ruszyłem za głosem. Coraz bliżej….bliżej….BLIŻEJ….zaraz…zaraz go dopadnę. Uśmiechnąłem się do siebie. Kimkolwiek jest ten „gość”, pożałuje przyjścia do mojego domu. Czułem swoje spocone dłonie. Taaak. Adrenalina. Właśnie tego mi brakowało. Adrenaliny. Jęczenie, tak głośne. Ktoś dosłownie wył z bólu prawdopodobnie w MOJEJ łazience. Wziąłem głęboki oddech. Przełknąłem ślinę. Byłem oparty o drewniane drzwi do łazienki. Wszystko było słychać. Dokładnie. Każdy dźwięk. Przygotowałem się . Naprężyłem każdy mięsień, zmarszczyłem brwi tak mocno że zaczęły się ze sobą stykać. Pora przywitać nieznajomego…
- No dalej szmato!!!
Wskoczyłem do łazienki agresywnie rozglądając się na boki. Krzyk ucichł. Słyszałem tylko…właściwie nic nie słyszałem. W tym zawodzie tak jak mawia mi Jean często się przeklina. A ja przez te lata pracy wzbogaciłem swój język o kilka uroczych wiązanek słownych.
- No pokaż się do kurwy nędzy!!!
Ryknąłem. Czyżbym miał omamy?! Aż do tego stopnia bym nie zwariował. Przynajmniej tak sądzę… albo może…
- Chodź rozpruję cię na wylot!!! No dalej , chodź !!! Wydrzyj tą zasraną japę to może cię znajdę! Gdzie się chowasz!!! Gdzie ?! No gdzie się chowasz???!! Gdzie…. No gdzie?
Chyba jednak potrzebuję specjalisty… Przetarłem mokre od potu czoło. Wciąż się rozglądając. Nic. Cisza. Słyszałem jedynie swój oddech. Wziąłem głęboki wdech i wydech żeby się uspokoić. Oparłem się o ścianę. Zamrugałem parę razy żeby doprowadzić się do względnego porządku psychicznego. Na razie był bałagan.
Rzuciłem nóż ze złością w kąt po czym zazgrzytałem zębami słysząc płacz dochodzący z góry. Postawiłem tam nie iść. Zostać tu. Czułem że to co tu było już stąd poszło…Ehh…co ja mówię!? Przecież tu nic nie ma, nie było i nie będzie! Myślałem już że płacz mi się zdawał . Nie miałem zamiaru ani ochoty pójść na górę. A mianowicie dlatego, że ja i Kate nie mamy żadnego dziecka….
Powiedziała głośno Kate zatrzaskując za sobą drzwi z hukiem. W zasadzie tam gdzie jedzie w tej chwili powinna być już godzinę temu. Przytaknąłem odruchowo mimo że tego nie widziała. Cholera. Nawet nie raczyłem jej odpowiedzieć.
- Ehh. No dalej wujku Google.
Burknąłem. Gdy przeglądarka uruchomiła się wpisałem frazę „Annika Rupert zabójstwo”. Oczywiście masa zdjęć zmasakrowanego ciała. Wziąłem głęboki oddech żeby nie zwymiotować. Jasny gwint. Przecież widziałem to na żywo . Każdą tkankę a rusza mnie niedokładne zdjęcie jej głowy? Sprawdziłem czy może nie ma o tym nic nowego? Może jakieś inne teorie?
-Nic nowego. NIC.
Pomyślałem na głos. Czasem już tak robię. Znowu puste , głupie . Nic konkretnego. „ To pewnie dlatego że chodzi o Halloween.” „Jakiś zmarły przyszedł i ją zaciupał XD” . „ Boże jakie debile na tym forum…; ___ ;”. Zmierzwiłem włosy. Rzeczywiście niektórzy inteligencją tu nie grzeszą. Pogrzebałem jeszcze parę minut. Po chwili bezczynnego szukania innych artykułów napatoczyłem się na coś co zaintrygowało moje detektywistyczne zmysły. Wcisnąłem nagłówek zatytułowany Dream of the Blood. Od razu tego pożałowałem . Na cały ekran rozeszło się ohydne zdjęcie jakiejś kobiety. Prawdopodobnie kobiety. Wywnioskowałem po długich włosach. Fotos wydawał się być zrobiony telefonem, ale przecież tak ma to wyglądać. Realistycznie. Ten ktoś naprawdę miał dużą wyobraźnie żeby zmajstrować takie COŚ. Wyłączyłem to jak najszybciej. Nie mogłem tego wyciszyć mimo wielorakich prób mimo tego że wyszedłem z tej głupiej strony. „Pomooooooooooooooooocyyyyyyyyyyy!!!” . Krzyczała postać. Zacząłem się pocić. Nie wiedziałem co mam zrobić. W końcu zamknąłem laptopa trzęsącymi się dłońmi. Wiem co sobie myślisz. Jestem 30-latkiem który boi screamera zmontowanego przez gówniarzy z podstawówki, ale ten krzyk. Był tak prawdziwy. Zmroził mi krew w żyłach. Postanowiłem, że skończę z tą sprawą już na zawsze. Mimo tego iż mój mózg mi na to nie pozwalał próbowałem znów o tym nie myśleć. Jestem idiotą. Trzeba było się tym zająć 3 lata temu a nie grzebać w odmętach Internetu. Po za tym prawdopodobnie zepsułem laptop który należy do Kate. Nie powinna się z tego powodu gorączkować. Nie jest z rodzaju kobiet które robią awanturę dosłownie o wszystko nawet o 1mm kurzu na podłodze. Prędzej bym zwariował niż miał żyć z taką dziewczyną. Westchnąłem. Zerknąłem na zegarek . Środek dnia. Sobota. Pora spać. Zebrać siły na cały ten tydzień. Choć wiem, że to praktycznie nie możliwe przez te koszmary, ale przynajmniej spróbuję.
- Aaaa!
Zerwałem się na równe nogi wytrzeszczając oczy. Gorączkowo rozglądnąłem się. Przyłożyłem dłoń do ciepłego czoła. Nie było gorące. Przygryzłem nerwowo wargi. Krzyk wydobył się ponownie. Znów nie wiadomo skąd. Wybiegłem przed dom tupiąc głośno wyleciałem jak lokomotywa na podwórze. Uniosłem do góry brew. Odetchnąłem z ulgą. Myślałem że to Kate. Wróciłem się do domu dysząc. Naprawdę mam dość ostatnio stresujące życie mimo tego że jest weekend i powinienem wylegiwać się w łóżku. Zadzwonić do żony. Ona wróci. Rzuci się pod pościel razem ze mną…jej ciepłe ciało przylgnie do mojego. …
- AAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!
Ze strachu ugryzłem się w język. Zawodzenia brzmią tak jakby dochodziły z łazienki. Były coraz to głośniejsze i co chwile dawały po sobie znać. Stałem na środku salonu jak sierota. Zacisnąłem szczęki. Jeszcze jeden raz…
- Aghhfdhsgdysh!
- Dosyć!!!!!! Kimkolwiek jesteś wypad z mojego domu!!! Jestem ważną osobą w tym mieście do cholery!
Zrobiłem dużego susa do kuchni i wyciągnąłem nóż. Był bliżej niż gnat który chowałem w specjalnym sejfie na górze. Na to nie było czasu prawda? Przecież jestem z policji. Wspinam się na coraz to wyższe szczeble swojej kariery . Ścisnąłem tasak w dłoni i ruszyłem za głosem. Coraz bliżej….bliżej….BLIŻEJ….zaraz…zaraz go dopadnę. Uśmiechnąłem się do siebie. Kimkolwiek jest ten „gość”, pożałuje przyjścia do mojego domu. Czułem swoje spocone dłonie. Taaak. Adrenalina. Właśnie tego mi brakowało. Adrenaliny. Jęczenie, tak głośne. Ktoś dosłownie wył z bólu prawdopodobnie w MOJEJ łazience. Wziąłem głęboki oddech. Przełknąłem ślinę. Byłem oparty o drewniane drzwi do łazienki. Wszystko było słychać. Dokładnie. Każdy dźwięk. Przygotowałem się . Naprężyłem każdy mięsień, zmarszczyłem brwi tak mocno że zaczęły się ze sobą stykać. Pora przywitać nieznajomego…
- No dalej szmato!!!
Wskoczyłem do łazienki agresywnie rozglądając się na boki. Krzyk ucichł. Słyszałem tylko…właściwie nic nie słyszałem. W tym zawodzie tak jak mawia mi Jean często się przeklina. A ja przez te lata pracy wzbogaciłem swój język o kilka uroczych wiązanek słownych.
- No pokaż się do kurwy nędzy!!!
Ryknąłem. Czyżbym miał omamy?! Aż do tego stopnia bym nie zwariował. Przynajmniej tak sądzę… albo może…
- Chodź rozpruję cię na wylot!!! No dalej , chodź !!! Wydrzyj tą zasraną japę to może cię znajdę! Gdzie się chowasz!!! Gdzie ?! No gdzie się chowasz???!! Gdzie…. No gdzie?
Chyba jednak potrzebuję specjalisty… Przetarłem mokre od potu czoło. Wciąż się rozglądając. Nic. Cisza. Słyszałem jedynie swój oddech. Wziąłem głęboki wdech i wydech żeby się uspokoić. Oparłem się o ścianę. Zamrugałem parę razy żeby doprowadzić się do względnego porządku psychicznego. Na razie był bałagan.
Rzuciłem nóż ze złością w kąt po czym zazgrzytałem zębami słysząc płacz dochodzący z góry. Postawiłem tam nie iść. Zostać tu. Czułem że to co tu było już stąd poszło…Ehh…co ja mówię!? Przecież tu nic nie ma, nie było i nie będzie! Myślałem już że płacz mi się zdawał . Nie miałem zamiaru ani ochoty pójść na górę. A mianowicie dlatego, że ja i Kate nie mamy żadnego dziecka….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz